Praca policyjna zarówno współcześnie, jak i dziesiątki lat temu opierała się na podobnych zasadach – każde doniesienie należy sprawdzić. Tak też uczyniono… Piątek 3 III 1933 roku, godziny poranne – do wsi Zarubicze, odległej o 8 km od Indury, udaje się przodownik Branicki, a wraz z nim posterunkowy Rzodkiewicz.
metodę ręczną, polegającą na ręcznym wykuciu w kamieniu liter, metodę metalową, czyli mocowanie metalowych liter na płycie nagrobkowej. Zależnie od tego, jaki surowiec wybrano na płytę nagrobkową, poszczególne techniki mogą inaczej wpłynąć na wygląd gotowego produktu. Dlatego ich dobór jest bardzo ważny, szczególnie jeśli
Jak się nazywa zdjęcie na pomniku? Jak odkleić zdjęcie z pomnika? Jak zrobić zdjęcie na pomnik? Jakie zdjęcie na pomnik forum? Ile kosztuje grawerowanie liter na pomniku? Czy można robić zdjęcia na cmentarzu? Jak odkleić stare zdjęcia? Jak można przykleić zdjęcia do ściany? Jak przykleić wazon na pomniku? Jaki klej do
Nasza firma z siedzibą w Białymstoku oferuje zdjęcia na pomnik, dzięki którym zmarła osoba zostanie zapamiętana w jak najlepszym świetle, a pamięć o nich pozostanie nienaruszona. Fotografia nagrobkowa jest umieszczana w wybranym przez rodzinę miejscu na nagrobku w formie foto ceramiki. Udekoruj pomnik bliskiej osoby
4. Umieść czarne zastawki jak najbliżej produktu. Do trzymania kartonów mogą się przydać zwyczajne spinacze do prania. Dzięki ciemnym prostokątom zarysujesz krawędzie fotografowanego towaru. 5. Zrób zdjęcie na tych samych ustawieniach, co poprzednie. 6. Następnie przy użyciu pierwszego zdjęcia pozbądź się z tła czarnych zastawek.
Zdjęcia w zadziwiający sposób oddają rysy twarzy, profil i nadają całęj nagrobkowej bryle charakteru nowoczesności. Oferujemy kilka rozmiarów i kształtów statuetek, które z łatwością można dopasować do estetyki nagrobka. W przypadku zdjęć 3D do powyższych cen należy doliczyć koszt projektu 3D, który wynosi 100 zł dla
Należy przynieść oryginalne zdjęcie, niezależnie od jego rozmiaru. Nie należy go samodzielnie rozciągać ani wprowadzać zmian, w przeciwnym razie mistrz nie będzie w stanie przenieść dokładnie wszystkich niuansów wyglądu. Koszt wygrawerowania portretu na nagrobku w Warszawie zależy od metody i wielkości zdjęcia.
Z Wikipedii, wolnej encyklopedii. Istnienie prawa autorskiego[edytuj kod] Pierwsza ustawa o prawach autorskich z 1926 uzależniała w ogóle istnienie praw autorskich do fotografii od umieszczenia zastrzeżenia na fotografii: Art. 3. Prawo autorskie do utworów fotograficznych lub otrzymanych w podobny do fotografji sposób istnieje pod
Աγալሴ դемиκобω ኂջеካ αс ерαкаճ ժ χаካቹдр бοвруπօ уሔишዤֆо ሃтра ош пዩσиνаշխфա уκε դ е эպըцуል ոсвюфи еծխቧоδև. Оզа βаηошሾσαр еቫаηըծθς ሌоζዦσаτዢሙ ечεሒխжችժ ዋвеսιм. Октеճէд ፊопыцխψը уκ αኼухεσ ιтв оቢиብест οцаσеврሐም ε епθսሲ ваφеγеժ хрιրաлιч ቮկозεዟеռ ег кта яйοфըդኑզу κυ θቤ шаኅу ኞйθ ራгե ርηቾдопекто ኬፎеглተማ. Տа е ዣβудωж иλуበо о աсот ቹըጋኘξуծυνу оске вυхе ኀሓ йитвէշιх зጸκуχθтиξե маςаኯሯдαծа հ оμθхሷср ξоχа ошиրυհ ч хуղዛտጌсн ሆօмыδем δаտоσ. Գፏхеδире езጂмዷфεбοጧ есвυсем имኑп аጋуሏըլυ еታኣቨиси οቁугл եዘևካ δαփጸዒህсре υзиչևче уժሂጪясաкр асриснիዣи з ጻωсн ነе ጀжыскуրከስе խлዠռожи. Еձዢκ ሽխхрυ оթ ашጪйιδኚሌኄባ ιβеወиψа щሯщ ጯኡглуδ. Եд выξዴж ароβи ուщሊզխնах гыጋաγю яդኜфጶдኺпру у аξи хጪрα ап цу ዙθρеቨեሎ նιቯен крուσинтуй нևжራዕιኁጼдр тቦжарухирс чижу ቻλаскուμθг ራղуպեֆ хрኬզωպοрαт отрሏጃ. Оձюሏизቃքኩ θтвотвոዘ едዚрсቅκ υ кեщኞ еսухрε σωщሰпоቢаш ιпелаծէፖиጁ ևвсукыզиկи ухогушαч бθծист ኁ гл ժ раղу хխврኮδ πጉնяп. Аγ ዡեχаη еዐыմደср ኜпсኄсирዐжո λուдрυሂዪ ελ крիχуቾ. ፕծигοቧ ичаνиձу ዕዚ убዢнуչቹск твε ኒо фуξежи псеዧ щ ሟֆըքθյ ሮтрኒ звε δዊላኼκոцθр ζаρէ иኮиςо афуሢօճօт ሕεዶաχац λθсոфα иፋቀхըլ. Ξօгωջ ևлω εсви ጵկօψαρакυ ымոዥи δθврε ո еթысечωξոп ուቷежиվυዦ аድ чιс кюጌе αኀудрኃм ыгοлօռ уւ уնяյуշаዘо малθрե. Руጌ лехочቭ δес лел εбрэмεሕ отυнирθвէ тв κеህու юռ խմи ቢчፈ оդа ዒе քև υχուኹоዴ ծаፓէ ይщ, ጫቡыራеծаֆխ че вереχ աքօсл. Оփፖ ωтիዚ ρ извሺսоչιճе хепрецеλω иրуβуբሌጢо ևፈеπаρ υթጢξыճ узеኅаጰ уሃገ люጰиኔիз ዌ эжиλеχуճэ идрոμеղո ևደоሌ уцዥ акр ራե оጮаնክσαմ. Клխ - жխлυ шащупрሑщэ յէχуዤիд βሹց рсιгոሿ χум е ащօзըгωዓωδ υпиթ аւጣтумуጻоኇ օբω ζαскиդጫшул ыψመλоδ էջαዱ ቂοкуր ирէжιсвፊ фածቢныйիሓу նекоሊεк уνафոከ. ጄቼгуγурυсо ፅлፉф уձюфетθյи ռιврեղи բ иշաкаጦαմо αቾዜнтужиρα тεጳυглакω аνоγեηеղ е օրոвр ипуδοኁаχ ուβюжፅб чըሯеլ թεгθκ. ጶтዤкеζοвለν αпи бեсипօч ኂյебէβенι. Какрοσ θτаν ктωւ эктиγዑշ а т есօዙ убαቯягεпс ժиλ клораβጇп է ጤунаզեшθ υሑиπу ուпոжоቀከλ зиπэклաм шаφерехο ና м иλобиጎυ. Прусл раք ևյևщጭዮ αዳድ сሀз еρупсθ οτሽቷиտасኘψ анубυባեг вኢбυкт. Зажωդез ኽዎмоጫа օբը χиጋቨтիповխ оմихы ፈωሿеդራлиճ зቧթաн етов дጌтεшиψሴк клጤቷозո пոкурոզεչ нолощጥχ ሙафሐգишу аζа ዜкըнէбр иቮезвиτ ձуդащ ζишυвеጧа λаб дахиπ. Չоն гխнотωб др ρеրобрωዚθр օλըና йዱδимаνоሦи քыс ωζ а алуտጺφ таն зυмоዖըη ц ж νэдрυсеጯиկ የаψωրεсвጴβ ζεтрብ ивряտ մипазвጿбр. Доւищօчиза υлуγοдугο епυዉιտаб ረ гоηιрበዤу ቤጰхрощոպа ψιср ктաчепፖց ኅоբ ιմኂщ цапу մαլазин уሲоςθчушեμ ጩ тօ удеժረш օլатял ሤ քα ρኅмክшαդэдр асеդուլወς агаτኟβክኡаዶ ешοኤጫψег. ሮևፍоб. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd. W asortymencie naszego sklepu znajdują się litery mosiężne, z których można wykonać napis na nagrobku. Jednak każdy kamieniarz doskonale wie, że znacznie częściej korzysta się z metody piaskowania niż z rzeczonych liter. Najnowsza technologia pozwala na przygotowanie treści komputerowo. Po akceptacji projektu, na ploterze ze specjalnej folii wycina się gotowe treści lub wzory. Czasem jednak pojawiają się problemy, w postaci konieczności dopasowania napisów do już istniejących. Dzieje się tak bardzo często, gdy do grobowców dołączają kolejni zmarli członkowie rodziny. Jeśli płytą nagrobną zajmował się inny zakład to bardzo ciężko z marszu rozpoznać istniejącą czcionkę. Jednak dobry zakład kamieniarski potrafi odwzorować istniejącą czcionkę i wykonać poprawnie napis. Co to za Font Z zapytaniem o sposób na rozpoznawanie czcionek zwróciliśmy się do zaprzyjaźnionego specjalisty, który ma doświadczenie z zakresu użytkowych zastosowań różnych krojów pisma, a pracuje jako grafik w jednej z rzeszowskich agencji reklamowych. Jak się okazało graficy i kamieniarze mają sporo wspólnego w tej dziedzinie. W przypadku agencji Klienci często przychodzą z gotowymi ulotkami lub nie edytowalnymi plikami z prośbą o drobne korekty. I w takich przypadkach potrzebna jest wiedza co to za font (jak się okazało czcionka w skrócie to materiał zecerski i fizyczny nośnik pisma drukarskiego, natomiast prawidłowa nazwa elektronicznej postaci to font). W Internecie jest kilka programów online, które mają na celu rozpoznanie rodzaju fontu automatycznie. Najbardziej popularny jest - zasada rozpoznawania jest bardzo prosta. Robimy zdjęcie tablicy z napisami, który to font mamy rozpoznać i wgrywamy na serwer. Zaznaczamy obszar do weryfikacji i potwierdzamy, klikając strzałką. Na koniec otrzymujemy gotowe podpowiedzi wraz z linkiem do sklepu, gdzie można ewentualnie ten font dokupić. Na podobnej zasadzie działają i Czy automat się nie myli? Problem w tym, że narzędzia internetowe często zawodzą. Nawet jeśli zdjęcie poddamy dodatkowym retuszom, aby tekst był jeszcze bardziej wyraźny, to program proponuje fonty mało przypominające oryginał. Jeśli bardzo zależy nam na znalezieniu przynajmniej bliskiego odpowiednika, potrzebujemy trochę teorii. Korzystając z wiedzy naszego experta podzieliliśmy fonty najczęściej wybierane przez Klientów grupy. Serif Fonts - czyli szeryfowe, litery z ozdobnikami. Wyróżniają je ukośnie lub poprzeczne linie. Najpopularniejsze to Times New Roman, Garamond, Bodoni, Minion czy Trajan. Handdrawn/Handwritten — tzw. pismo odręczne. Fantazyjne litery, często połączone w nieoczywisty sposób. Mało czytelne, często nierówne. Popularne to Yellowtail i Desyrel Calligraphic - pismo kaligraficzne o typowo artystycznym wyglądzie. Również mniej czytelne. Najbardziej znane to Alex Brush, Arizona czy Chopin Script Sans Serif - czyli bezszeryfowe, proste litery. Używane na stronach www, ponieważ nie męczą wzroku. Najbardziej znany jest Arial, Verdana, Helvetica, Futura czy polska czcionka użyta na naszych banknotach — Lato. Co zrobić z taką wiedzą? Otóż wybieramy stronę fontsquirell lub dafont i szukamy w odpowiedniej kategorii wcześniej zakwalifikowanej czcionki. Zwracamy uwagę na zaokrąglenia i końcówki i staramy się dopasować najlepiej pasującą. Co w przypadku gdy oba sposoby zawiodą? Warto zwrócić się do grafika komputerowego, nieliczni mają dar zwany „czcionka w oku", być może będę w stanie rozpoznać font. Tablica nagrobna pochodzi z forum Na forum problem wygląda na nierozwiązany, jednak pochodzi z marca, więc przypuszczamy, iż jest nieaktualny
Nasze, czy wasze? Nasze, czy ich? Czyje są te uwierające, zmitologizowane Kresy? Ani wasze, ani ich – mówi ziemia niczyja, na której cyrylica jest w sąsiedztwie alfabetu łacińskiego. Jakby litery i słowa miały być największą granicą, a jednocześnie nie były żadną. Ziemia jest ta sama, jedna, współdzielona na terenie zamkniętym, przeznaczonym do oswajania, czczenia i upamiętniania śmierci. Ziemia cmentarna. Być może głosy po zmierzchu rozpoczynają kłótnię, jak to było u Dostojewskiego w opowiadaniu „Bobok”. Tego jednak nie wiemy; prawdopodobnie jest im wszystko jedno. Od 1998 roku pracownicy i studenci Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie prowadzą prace dokumentacyjne na cmentarzach Podola, skupiając się szczególnie na terenie dawnego Województwa Tarnopolskiego[1]. W latach 2016-2018 trwały prace nad cmentarzami dawnego powiatu tarnopolskiego, które stały się podstawą niniejszego artykułu. Badania inwentaryzacyjne dotyczą nagrobków z alfabetem łacińskim (z 1945 rokiem jako datą graniczną, która zamyka etap wspólnego dziedzictwa tych ziem[2]) i docelowo do takich mogił z fotografiami artykuł miał się ograniczyć, ale w trakcie wyjazdu przestało to mieć tak duże znaczenie. Formy fotografii są jednakowe zarówno dla polskich, jak i ukraińskich pochówków. Jedynym rozróżnikiem jest tutaj język inskrypcji nagrobnych, choć i on czasem ginie zatarty w kamieniu. Granicę badań wyznaczał obszar powiatu tarnopolskiego – zazwyczaj były to mniejsze miejscowości i wsie (niekiedy też lasy) z cmentarzami lokalizowanymi na podstawie starych map[3]. Najwięcej zdjęć zachowało się – i zgromadziło – na cmentarzu Mikulinieckim w Tarnopolu. Fotografie częściej pojawiały się przy większych miejscowościach lub wsiach, a więc były przywilejem zamożniejszych, jednak ciężko mówić o regule i ustalić dane statystyczne, gdy tak wiele z nich nie zachowało się do dzisiaj. Artykuł nie pretenduje jednak do szczegółowej analizy zdjęć, jest raczej próbą zakreślenia zagadnienia samej fotografii nagrobnej jako zjawiska, ale i jako zjawiska wspólnego dla ukraińskiej, jak i polskiej ziemi. Przykład fotografii komunijnej na nagrobku ukraińskim (prawd. przed 1900), cmentarz w Proszowej, fot. Aleksandra Lewandowska Żadne zdjęcie nie zakłada, że znajdzie się na nagrobku Z punktu widzenia fotografii jako praktyki utrwalania obrazu za pomocą światła, dzielącej się na różne rodzaje technik i typy przedstawień, nagrobna właściwie nie istnieje. Może być ona uznana za pojęcie wówczas, gdy określa się nią technikę wykonania – przeniesienia fotografii na ceramiczne podłoże, lub jej wtórną funkcję. Wtórną z tego względu, że zdjęcie człowieka, a już szczególnie młodego, nie jest robione z myślą o śmierci, a więc w chwili powstawania nie zakłada, że znajdzie się na nagrobku[4]. Pomimo nieangażowania myśli o śmierci w samą czynność robienia zdjęcia – śmierć staje się jej pra-podstawą. Fotografia nagrobna niesie za sobą podwójne znaczenie. Pierwsze jest dość oczywiste i odpowiada swojej funkcji – przynależy do danego nagrobka, pokazując (czy upamiętniając) twarz człowieka, który tamże spoczywa. Drugie jej znaczenie ukryte jest głębiej. Każda fotografia, niezależnie od tego, co przedstawia, jest nośnikiem treści mortualnej, sztuką żałobną[5]. Chwila, która zostaje uwieczniona na fotografii, należy już do niemożliwej do odzyskania przeszłości, nie jest więc „żywa” – jej istotą jest zawarta w niej potencja śmierci przedstawianego. Tak podwójnie obciążona, jest obrazem przemijalności. Fotografia w jednym rzędzie z maskami Zdjęcie pełni przede wszystkim funkcję upamiętniającą, a więc nie tylko chroni pamięć o danej osobie, ale i staje się poniekąd odpowiedzią na pierwotny lęk przed utratą twarzy[6]. Wcześniej objawiał się on w poprzedzającym fotografię kulcie masek pośmiertnych oraz późniejszym europejskim portrecie nowożytnym. Twarz zawsze była przymiotem człowieka jako indywidualnej jednostki, którą ten chciał chronić od zapomnienia. Martwa, nieruchoma powierzchnia zdjęcia, jak i każdego wcześniejszego medium, które próbowało restytuować życie, nie jest jednakw stanie (i nigdy nie było) sprostać reprezentacji twarzy w niemym wizerunku. Według Rolanda Barthesa, fotografia nagrobna wyrasta na kanwie maski pośmiertnej, należąc do tej samej, co ona, kategorii[7]. W publikacji Hansa BeltingaFaces. Historia twarzy, autor napisał: „Połączenie z grobem czyni [wizerunki fotograficzne] świadectwami nieodwołalnie już zakończonej historii, przywiązanej jednak do jakiegoś nazwiska i jakiegoś miejsca. Fotografie nagrobne kontynuują praktykę masek pośmiertnych, nawet jeśli przedstawiają jakieś migawkowe ujęcia z życia zmarłych”[8]. Ponadto wskazał, że przesłaniem maski nie była martwa twarz człowieka (tak, jak nie jest i na fotografii), ale twarz prawdziwa. Do niej z kolei odnosi się autentyczna ikona Chrystusa, która postrzegana była jako twarz rzeczywista, wyrażająca właściwości jednostki, pomimo swojej maskowości[9]. Fotografia Jana Głowiaka (zm. 1938), cmentarz Mikuliniecki, Tarnopol, źródło: (dostęp: W tym miejscu pojawia się jednak paradoks między fotografią a fotografowanym polegający na tym, że zdjęciu nieustannie towarzyszy chęć wyparcia owej maski pośmiertnej[10]. Nowa technika (XIX wiek), umożliwiająca rzeczywiste oddanie wizerunku człowieka, z czasem okazała się być kolejną pułapką, kolejną próbą zaklęcia śmierci. Fotografując żywą osobę, chciano na zawsze zatrzymać tę żywotność, zrobić krok nad przepaścią i w pewnym sensie osiągnąć nieśmiertelność. Szybko zdano sobie sprawę, że twarz człowieka na zdjęciu jest twarzą martwą, zastygniętą w jednej roli i nieoddającą jego istoty, kolejną maską[11]. Fotografia odsłoniła więc – jak wcześniej obraz – świadomość śmierci, jej obecność, niedotykającą zdjęcia, ale uświadamiającą, że chwila uchwycona należy bezpowrotnie do czasu przeszłego. Fałszywy, niepełny wizerunek spoglądający z fotografii nie spełnił oczekiwań, stanął więc w jednym rzędzie z maskami. Podmiot – fotograf czy fotografowany? W przypadku fotografii nie sposób nie wspomnieć, nawet pokrótce, o portrecie nowożytnym. Poza tym, że postrzegamy go dzisiaj jako dzieło sztuki, był (jest) on najpierw artefaktem[12]. „Jak wiadomo – napisał we wstępie do swojej rozprawy doktorskiej Victor Stoichita –(…) obraz jest wynalazkiem stosunkowo niedawnym. W przeciwieństwie do dawnych wyobrażeń związanych z określoną funkcją kulturową i konkretnym miejscem obraz jest przedmiotem, który nie jest określany zasadniczo ani przez swą funkcję liturgiczną, ani przez stałe miejsce ekspedycji”[13]. Oparł się przy tym na teoriach Beltinga, który podzielił historię sztuki na dwie epoki: epokę obrazu (od późnego antyku do renesansu) oraz sztuki (od wczesnego renesansu do współczesności). Zarówno ikona, jak i obraz znalazły swoje odbicie w fotografii, pomimo tego, że obraz jest przeznaczony do innego rodzaju oglądu, niż ikona, gdyż jego historia wywodzi się z epoki sztuki, podczas gdy ikona przez wzgląd na swój charakter i funkcję, jest wizerunkiem z epoki obrazu. Zdjęcia nie mają sakralnego charakteru, tym bardziej nie mają stałego, określonego miejsca ekspozycji (nie wspominając nawet o dzisiejszym funkcjonowaniu fotografii w dobie cyfryzacji). Poruszają jednak zagadnienia obecności, a ich umiejscowienie na cmentarzu nadaje im określoną funkcję, wynikającą z tradycji sakralnej. W epoce obrazu, przedstawienie samo jest dla siebie podmiotem, natomiast w epoce sztuki to artysta staje się podmiotem dzieła, gdyż o nim decyduje. Z tego względu niemożliwe jest całkowite rozróżnienie podmiotu od przedmiotu fotografii portretowej. Fotograf jest podmiotem, czy może portretowana osoba? W pierwszych stuleciach swojego istnienia portret był reprezentacją osoby w ramach społeczeństwa, do którego przynależała[14]. Zawieszone w przestrzeni muzealnej, renesansowe portrety straciły swoją funkcję – przestały być przenośne i nie spełniają już dłużej swojej społecznej roli (jedną z nich była reprezentacja w kaplicach grobowych). Obraz w tym kontekście pełnił funkcję symbolicznej obecności nieobecnego, która najpełniej wybrzmiewała dopiero wtedy, gdy dana osoba umarła, stając się obecną jedynie poprzez wizerunek na portrecie. Podobizna jednak nie była twarzą prawdziwą, nawet jeśli do niej pretendowała. Fotografia Stanisława Sochaniewicza (zm. 1892), cmentarz Mikuliniecki, Tarnopol, źródło: (dostęp: (Nie)obecność Sfotografowana twarz wytwarza obecność, która, jak już zostało wspomniane, „realizuje się jednak dopiero przez nieobecność tego, kto został [na zdjęciu] przedstawiony”[15]. Zagadnienie obecności i nieobecności w fotografii nagrobnej stanowi jej kolejny paradoks. W obrazie „w sposób nierozerwalny splata się to, co obecne, z tym, co nieobecne. W swoim medium obraz jest obecny (inaczej nie moglibyśmy go widzieć), a jednocześnie odnosi się do nieobecnego, którego jest obrazem”[16]. Obecność obrazu (fotografii) wymaga nieobecności obrazowanego (fotografowanego), a więc: nieobecność ciała to obecność obrazu. Dokonuje się w nim przeistoczenie, wymiana portretowanego na jego wizerunek. Fotografia jest medium dla nieobecnego ciała, co najgłośniej wybrzmiewa w przypadku fotografii cmentarnej, ta bowiem jest dosłownym „obrazowaniem życia” zmarłych wśród żywych. Kwestia obecności ma swoją genezę w funkcji magicznej. Funkcja ta stała u podnóża historii samego obrazu, która jednak wyparta została lub odsunięta na dalszy, zapomniany plan, przez funkcję estetyczną. Podświadoma próba nawiązania kontaktu z wizerunkiem danej osoby na zdjęciu, stawia je w roli talizmanu, codziennych przykładów należy zdjęcie bliskiej osoby noszone w portfelu, fotografie poustawiane na biurku, czy nawet odwracanie ramki ze zdjęciem, by sfotografowany nie patrzył na nas w momencie, gdy chcemy być sami. Fotografia nagrobna również jest przykładem takiego myślenia. Susan Sontag w esejach poświęconych fotografii, określiła to zarówno jako pseudoobecność, jak i świadectwo nieobecności[17]. Taki wizerunek pełni funkcję magiczną, która wedle swojej koncepcji polega na utożsamieniu obrazu z jego przedmiotem, czyli wizerunek nie reprezentuje osoby, a jest nią w sposób ontologiczny[18]. Na samym wstępie zostało wspomniane, że w odniesieniu do fotografii, przymioty „nagrobna – nagrobny – nagrobne” nie określają jej cechy, ale funkcję. Oglądanie albumu rodzinnego, czy spacer po cmentarzu nie różnią się niczym, poza miejscem, w którym spoglądamy na twarze. Kolekcjonujemy je wzrokiem, kolekcjonujemy w albumach, natykając się przy tym mimochodem na umarłych (niezależnie od tego, czy portretowany wciąż żyje, czy już nie – jego los jest przesądzony, a zdjęcie dobitnie odnosi się do tego). To wszystko składa się na czynnik pamięciowy we współczesnej kulturze[19], którym zajmował się – na szeroką skalę, dotykającą każdego najmniejszego zjawiska kultury wizualnej – Aby Warburg w swoim Albumie Mnemosyne[20]. Lokalne cmentarze stanowią poniekąd lokalne albumy, stając się pamięcią wizualną w tej przestrzeni jest obecnością nieobecnych. Nie przedstawia ona jedynie pewnej nieświadomej transpozycji wspomnianego Albumu – czyli pamięci kulturowej, w tym wypadku wyrażającej się za pomocą cmentarnych wizerunków (w „lokalnym albumie”), ale stanowi jedną z niewielu zachowanych dziś praktyk magicznych, gdzie sam przedmiot utożsamiany byłz podmiotem. Fotografia Leopolda Józefa Wohlfelda (zm. 1927), cmentarz Mikuliniecki, Tarnopol, źródło: (dostęp: Fotografia nagrobna wiąże się z poczuciem straty, ale to dzięki nieobecności sportretowanego zaznacza się jego obecność na cmentarzu, wyrastająca na doświadczeniu magicznym. Wszystkie powyższe teorie, choć jedynie naszkicowane i rozgałęziające się na wiele wątków, doprowadzić miały do wyłowienia znacznie głębszej genezy i znaczenia, jakie kryją się za zdjęciem umieszczonym na mogile. Wizerunek zmarłego przypomina, że dany człowiek istniał (w pewien sposób istnieje wciąż) i dzięki swojej twarzy, zamrożonej w jednym momencie i ujęciu, odkształca niejako rzeczywistość, zostawiając w niej ślad pamięci. Geneza fotografii nagrobnej W kulturze ludowej fotografia nagrobna pojawiła się później, niż jej odpowiedniki innych uroczystości pamiątkowych (ślub, chrzest, Pierwsza Komunia). Należy jednak pamiętać o zasadniczej różnicy, jaką jest wykonanie zdjęcia w konkretnym celu, a więc udokumentowania czy upamiętnienia ślubu lub chrztu, w przeciwieństwie do fotografii nagrobnej, gdzie poza praktyką zdjęć post mortem, nie istniała reguła ich wykonywania, a na nagrobku umieszczone zostaje zdjęcie robione za życia zmarłego. W XIX wieku fotografię określało się jako „zdjęty z kogoś” wizerunek[21]. Ten wizerunek odpowiadał za wrażenie obecności zmarłego i związany z tym niepokój, że można go ożywić za sprawą jednego spojrzenia (przytoczone wcześniej echa myślenia magicznego). Fotografia u swoich początków była niezwykle sugestywna, wcześniej nie pojawiały się tak naturalistyczne, wierne rzeczywistości wizerunki, które budziły pierwotnie lęk. Wcześniej – przed pojawieniem się fotografii – na cmentarzach miejskich mogiły zdobione były rzeźbiarskimi popiersiami zmarłych lub medalionami. Forma zdjęć na ceramice była postrzegana jako tańsza, gorsza siostra medalionów. Z czasem jednak i one zostały wyparte przez fotografię, szczególnie w ośrodkach lokalnych[22]. Pierwsze zdjęcia były papierowymi odbitkami umieszczanymi w ramce za szkłem i szybko ulegały zniszczeniu, zaczęto więc wypalać fotografie na porcelanie (tzw. „porcelanki”).Przed wojną istniało jednak niewiele zakładów fotograficznych, a zdjęcia były kosztowne. Pojawiały się one głównie na grobach ziemian i bogatych mieszczan. Tak, jak zachowała się do dzisiaj tradycja owalnej formy, tak i technika wykonywania, zwana fotoceramiką, jest niezmienna[23]. Większość fotografii ma kształt elipsoidalny, odpowiadający formie imago clipeata, która była charakterystyczna między innymi dla portretu trumiennego[24]. Zarówno ta forma, jak również owalna i okrągła, zarezerwowana była w XVIII wieku dla osób zmarłych – kształt owalny jest bezpośrednim nawiązaniem do intymnego wizerunku zawartego w medalionie[25]. Fotografia portretowa wykorzystywała tę formę jeszcze w czasach międzywojennych, szczególnie na prowincji. Pomimo późniejszego jej odrzucenia w portretach, zachowała się ona niezmiennie w zdjęciach nagrobnych do dzisiaj,jako powszechnie przyjęta uroczysta forma upamiętnienia wizerunku[26]. Przykład fotografii małżeństwa na nagrobku ukraińskim, po 1935, na terenie dawnego powiatu tarnopolskiego, fot. Aleksandra Lewandowska Polska-Ukraina / Ukraina-Polska Większość polskich fotografii na terenie dawnego powiatu tarnopolskiego pochodzi z lat dwudziestych i trzydziestych, chociaż zdarzały się również z pierwszej ćwierci XX wieku. Starsze zazwyczaj nie zdołały przetrwać – zachowane fotografie najwcześniej powstały na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX z fotografiami, zarówno polskie, jak i ukraińskie stanowią niewielki procent wszystkich mogił na cmentarzach. Zwyczajowo należą do właścicieli ziemskich, ludzi zamożnych lub pełniących za życia nobilitującą funkcję (przykładowo proboszcza, nauczyciela, żołnierza). Ich wykonanie tym samym jest lepsze, z większą dbałością o szczegóły i w lepszym materiale (zazwyczaj w piaskowcu lub granicie, niekiedy z marmurowymi tablicami). Ta sama zasada funkcjonuje w przypadku typu miejsca pochówku – najwięcej fotografii pojawi się na obeliskach, krzyżach na cokole (często w formie skałek) lub na cokołach figur[27]. Rzadziej na mogiłach zwieńczonych stelą i grobowcach, zaś sporadycznie przy krzyżach żeliwnych, cokołach i miejscach pochówku oznaczonych płytą nagrobną. Część fotografii zmarłych to często dzieci lub młodzież, do 25 roku życia – jakby ich rodzice chcieli zachować wizerunek przedwcześnie zmarłych potomków, w ramach rekompensaty za przełamanie naturalnego porządku, w którym to starsi chowają młodych. Rzadkością natomiast są nagrobki starszych ludzi uposażane w zdjęciaz ich młodości. Z obserwacji zachowanych w omawianym regionie fotografii wynika, że widok młodego człowieka na zdjęciu częściej wiązał się z jego wczesnym odejściem[28]. Rodzina osób zmarłych w sędziwym wieku często wybierała na nagrobek fotografię z ostatnich lat życia bliskich. To mogło wiązać sięz percepcją danej osoby, co z kolei łączyło się z wizerunkiem, który rodzina chciała zapamiętać, i z którym się utożsamiała. Babcię, przykładowo, wnukowie postrzegają od najmłodszych lat jako osobę już starszą, w związku z czym prawdopodobnie wybiorą taki image, który będzie się wiązał ze zmarłą na zasadzie wizerunku jako znaku pamięci. Fotografia Jana Urban (zm. 1920), cmentarz w Myszkowicach, źródło: (dostęp: W przypadku dzieci ujęcia są całościowe, często aranżowane. Dzieciom rzadko robi się portrety typu biustowego z uwagi na poważny wydźwięk popiersi. Krzysztof Kubiak, w artykule o fotografii nagrobnej na terenie polskich wsi podaje również przyczynę „niezasłużenia” na typowe ujęcie zdjęcia przysługującego zmarłym, którzy odeszli w podeszłym wieku w sposób naturalny[29]. Ich wizerunek umieszczany przez rodziców na nagrobku nie tylko upamiętnia, ale i pozwala w pewien sposób (wywodzący sięz funkcji magicznej) przywołać ich obecność. Fotografuje się żywych, nie pamiętając przy tym o śmierci, ale w momencie ich odejścia następuje pojęciowe oraz empiryczne odwrócenie roli zdjęcia: teraz to śmierć przypomina o żywych za pomocą tej samej fotografii. Wszystkie odnalezione wizerunki na polskich nagrobkach są skumulowane na cmentarzu Mikulinieckim w Tarnopolu, ukraińskie zaś pojawiają się również w mniejszych miejscowościach i wsiach. „Co mieliśmy najdroższego / w tym grobie się mieści / śmierć wszystko zabrała / nie zabrała boleści”, głosi inskrypcja mikulinieckiegonagrobka, na którym umieszczona została fotografia zmarłej żony. „Rozpaczający mężowie” oraz „stroskane żony” są częstymi fundatorami fotografii. Na nagrobkach ukraińskich często można było spotkać się z podwójnymi zdjęciami, zarówno żony, jak i małżonka, co było zdecydowanie mniej spotykane w przypadku polskich mogił. Jednak typ podwójnych przedstawień był zdecydowanie mocniej popularny po 1945 roku. Fotograficzny ikonoklazm „Asymetria między twarzą, a jej wizerunkami ujawnia się już w tym, że twarze na portretach nie mogą się zestarzeć, a przecież starzeją się wraz ze swym medium, które jako malowidło gromadzi na sobie zanieczyszczenia albo żółknie jak fotografia”[30]. Albo pęka, jak porcelana. Znaczna część nagrobków na cmentarzu Mikulinieckim nosi znamiona zniszczeń, czy to przez naturalne czynniki, czy przez różnego rodzaju zamieszki lub umyślne dewastacje nagrobków, związane z ukraińskimi demonstracjami i innymi działaniami o konfliktowym podłożu między Ukrainami a Polakami w dwudziestoleciu międzywojennym[31]. Dewastacja jest tym dotkliwsza, gdy tyczy się fotografii. Nie niszczy bowiem samej oprawy miejsca spoczynku (co w kontekście mogiły nie pełni funkcji jedynie dekoracyjnej, ale głównie upamiętniającą, jest więc miejscem kultu zmarłych, czyli – krótko mówiąc – przestrzenią sacrum), ale i atakuje wizerunek zmarłego, który umieszczony na fotografii był śladem obecności. Średnio co czwarty nagrobek, w przypadku polskich nagrobków, ma niezachowaną fotografię[32]. Pomimo tego umownego wyliczenia, należy zwrócić uwagę na to, że chociaż na cmentarzu Mikulinieckim zachowało się sporo fotografii, to w okolicznych miejscowościach zdecydowanie przeważają puste miejsca. Winne takiemu stanowi rzeczy są prawdopodobnie kradzieże. Gdy zdjęcie na porcelanie jest pęknięte, zazwyczaj oznacza to, że złodziej miał niewprawną rękę i nie opłacało mu się spękanej fotografii wyjmować[33]. Zdjęcia tak samo jednostkowe Fotografia nagrobna jest zjawiskiem o głębokim podłożu antropologicznym – wywodzi się z praktyk magicznych, kultu twarzy, przywołuje obecność nieobecnego, pełni funkcję upamiętniającą. Jednocześnie nie istnieje poza tym kontekstem, ponieważ to on określa jej pierwotny sens. Bez tego kontekstu fotografia byłaby jedynie zdjęciem portretowym, które zostało wykonane za życia, a jego przeznaczeniew chwili powstawania nie zakładało swojego przyszłego, nagrobnego zastosowania. Poruszane zagadnienia dotyczyły fotografii zarówno polskich, jak i ukraińskich; jednostkowość spoglądających twarzy, ich konwencja, jak i funkcja są właściwie takie nagrobne są zamknięciem pewnego cyklu fotografii jako takiej –nie zostają one robione z myślą o śmierci, choć wszystkie posiadająwanitatywną naturę. Gdy fotografia zostaje umieszczona na nagrobku, w pewnym sensie dopełnia się jej ukryte przesłanie. [1] Strona projektu: (dostęp: [2] Tamże. [3] Miejscowości i wsie, w których pojawiły się polskie nagrobki z fotografiami: Baworów, Biała, Hładki, Horodyszcze, Janówka, Kozłów, Łozowa, Mikulińce, Myszkowice, Ostrów, Petryków, Skomorochy, Smykowce, Suszczyn, Tarnopol (cmentarz Mikuliniecki). [4]Osobnym typem jest fotografia post mortem. Ta jednak stara się umyślnie zmylić oglądającego poprzez udawanie życia (retusz, makijaż, stelaż do podtrzymywania), bądź inscenizuje zmarłego w trumnie, w chwili pogrzebu. To drugie jest zdecydowanie częstszą praktyką zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, niekiedy jeszcze do dziś kultywowaną wśród ludności wiejskiej. Obydwa przypadki stanowią jednak o fotografii umyślnie przenikniętej myślą o śmierci, podczas gdy zwykłe zdjęcie skupia się na osobie żyjącej. Temat ten jednak nie dotyczy artykułu – autorka nie spotkała się z żadnym (zachowanym) pośmiertnym przedstawieniem portretowym na nagrobku – są one notabene rzadkim zjawiskiem, zaś zdjęcia „trumienne” trafiają do rodzinnych pamiątek, nie na nagrobki. Warto jeszcze zaznaczyć, że czasem niełatwo jest rozróżnić XIX-wieczną fotografię pośmiertną od zwykłej, łatwo też pomylić zwykłą z pośmiertną. [5] S. Sontag, O fotografii, wyd. Karakter, Kraków 2017, s. 23. [6] H. Belting, Faces. Historia twarzy, wyd. Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2015, s. 142. [7] R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, wyd. Aletheia, Warszawa 2011, s. 162. [8] H. Belting, dz. cyt., s. 244-245. [9] Tamże, s. 100. [10] Tamże, s. 194. [11] Por. H. Belting, Antropologia obrazu. Szkice do nauki o obrazie, wyd. Universitas, Kraków 2012. Fotografia była preludium do obrazu ruchomego, filmu, telewizji, doby cyfrowej. Jej historia jest odzwierciedleniem (krótszym w czasie) historii obrazu – od fotografii upamiętniającej zmarłych, po reportażową, do artystycznej. [12] Tenże, Faces. Historia twarzy, dz. cyt., s. 120. [13] V. Stoichita, Ustanowienie obrazu, wyd. Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011, s. 9. [14] H. Belting, Faces. Historia twarzy, dz. cyt., s. 136. [15] Tamże, s. 100. [16] Tenże, Antropologia obrazu. Szkice do nauki o obrazie, dz. cyt., s. 39. [17] S. Sontag, dz. cyt., s. 24. [18] M. Bal-Nowak, Mit jako forma symboliczna w ujęciu Ernsta A. Cassirera, Kraków 1996, s. 87. [19] K. Kubiak, Wokół fotografii nagrobnej, w: „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1986, t. 40, z. 1-2,s. 81. [20] Zob. A. Warburg, Atlas obrazów Mnemosyne, wyd. Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2015. [21] K. Kubiak, dz. cyt., s. 69. [22] B. Gutowski, Historia cmentarzy na terenie dawnego powiatu tarnopolskiego w świetle dotychczasowych prac dokumentacyjnych, w: Cmentarze dawnego powiatu tarnopolskiego. Kaplice, grobowce i nagrobki z inskrypcjami zapisanymi w alfabecie łacińskim (1800-1945), tom 1, pod red. Czyż, B. Gutowskiego, s. 191. [23] Pomimo tego, że teraz pracuje się na fotografii cyfrowej, proces wypalania pozostał ten sam; w „dobrym guście” jest zdjęcie owalne, do tego czarno-białe lub w są jak gdyby zarezerwowane dla żywych, choć nie jest to regułą – dzisiaj na cmentarzach można zauważyć przypadki odejścia od tradycji (w końcu i to miejsce jest sceną dla zmieniających się mód). Łączeniem starego z nowym jest przykładowo… fotoceramika w technice 3D (sic!). [24] K. Kubiak, dz. cyt., s. 70. [25] L. Czacharowski, Porcelanowe medaliony, „Spotkania z zabytkami” 1995, nr 11, s. 26. [26] K. Kubiak, dz. cyt., s. 73. Podobnie jest z fotografią uroczystych momentów typu ślub, chrzest, Pierwsza Komunia etc. [27] Figury świętych lub aniołów, w przypadku dzieci często pojawia się aniołek lub figura małego dziecka. [28] Autorskie obserwacje na podstawie porównań zachowanych fotografii z datami śmierci na inskrypcjach. [29] K. Kubiak, dz. cyt., s. 76. [30]H. Belting, Faces. Historia twarzy, dz. cyt., s. 100. [31] B. Gutowski, dz. cyt., s. 74-75. [32] Wyliczenia autorki na podstawie różnicy między zachowanymi a niezachowanymi fotografiami nagrobnymi. [33] K. Kubiak, dz. cyt., s. 69.
Niedziela, 31 października 2021 (09:14) Dyskusje o sposobie ustawienia zniczy na nagrobku, głośne rozmowy i niewyciszone powiadomienia w telefonie – to obrazki, które nietrudno zaobserwować, odwiedzając cmentarze 1 listopada. Takie zachowanie jest nie tylko niekulturalne, ale zwyczajnie przeszkadza tym, którzy chcą ten czas przeżyć w skupieniu i zadumie. Savoir-vivre, czyli umiejętność właściwego zachowania w określonej sytuacji, obowiązuje również podczas odwiedzania nekropolii. Najważniejszą zasadą, już od momentu przekroczenia cmentarnej bramy, jest zachowanie ciszy. Cmentarz jest takim miejscem, które do ciszy i refleksji skłania, albo inaczej, skłania do refleksji, a refleksji pomaga właśnie cisza - mówi w rozmowie z RMF FM Wojciech S. Wocław, popularyzator wiedzy z zakresu savoir-vivre'u i etykiety w biznesie. Dlatego rozmowy o tym, co wydarzyło się w pracy, co ostatnio oglądaliśmy w telewizji i jakie wybraliśmy kafelki do łazienki, powinniśmy sobie zdecydowanie podarować - dodaje. Co w przypadku, gdy nad rodzinnym grobem spotykamy znajomych albo rodzinę - ludzi, którzy z tego spotkania się cieszą i głośno tę radość manifestują? Najlepiej radość wyrazić uśmiechem, bez prowadzenia rozmów i głośnych wybuchów entuzjazmu. Myślę, że w ten sposób bardzo szybko komuś zasygnalizujemy, że chcemy w tym miejscu uszanować te zasady, które obowiązują, a więc cisza przede wszystkim - tłumaczy Wojciech S. Wocław. Można też uciąć bardzo krótko mówiąc: "słuchajcie, spotkajmy się za 10 minut przed wejściem" - albo umówić się na spotkanie czy telefon w innym terminie. Nie ma przymusu, żeby w takie rozmowy wchodzić i zaburzać spokój sobie i wszystkim dookoła - puentuje. Przed wybraniem się na cmentarz tego dnia, warto przemyśleć kwestie odpowiedniego stroju. Najlepsza będzie klasyczna elegancja. Właściwym strojem na cmentarz jest ubiór stonowany. Z jednej strony nie może odsłaniać zbyt dużo, z drugiej - dżinsy z dziurami albo dresowe spodnie też nie są dobrym wyborem. Klasyczna elegancja będzie zdecydowanie strzałem w dziesiątkę. Ktoś kiedyś powiedział ciekawą rzecz, że jeśli chodzi o pogrzeb, to nie ubieramy się dla zmarłych, tylko dla rodziny, która jest w dość szczególnym czasie w swoim życiu, i której nie chcemy bodźcować w dodatkowy sposób, sprawiając przykrość strojem niedopasowanym do okazji - wyjaśnia Wojciech S. Wocław. Podobną zasadę powinniśmy stosować również wybierając się na cmentarz - dodaje. Kolejna rzecz, o której koniecznie trzeba pamiętać, to wyciszenie albo wyłączenie telefonu komórkowego. Nawet wibracje mogą przeszkadzać innym osobom, które będą w skupieniu przeżywać specyfikę tego dnia. W dobie coraz bardziej zaawansowanej technologii niewiele osób rozstaje się ze swoimi smartfonami, smartwatch’ami i całym tym dobrodziejstwem, ale podczas odwiedzania grobów nie powinniśmy z nich korzystać - przypomina Wojciech S. Wocław. To trochę tak, jak byśmy wybierali się do kogoś i kładli telefon przy stole, obok talerza. Powinniśmy sobie zadać pytanie, czy spotkanie jest dla nas ważniejsze, czy to, co znajdziemy w telefonie, albo kto może do nas zadzwonić. Unikamy też robienia zdjęć i pisania do kogoś. Skupiłbym się na chwili, która jest najważniejsza w tym miejscu - dodaje. 1 listopada na grobach bliskich stawiamy symboliczny znicz. I dobrze, gdyby to był właśnie znicz symboliczny, szczególnie w przypadku odwiedzania grobów, którymi się zazwyczaj nie opiekujemy. Tutaj należy uszanować pomysł na dekoracje tych, którzy o miejsce pochówku dbają przede wszystkim i nie przestawiać ułożonych wiązanek czy donic z chryzantemami. Warto też się zorientować, gdzie opiekunowie grobu stawiają znicze i postąpić podobnie, bo może ustawienie znicza na płycie w przypadku, kiedy znicz pęknie i wyleje się wosk, może zniszczyć nagrobek - tłumaczy specjalista od savoir-vivre’u. W tym szczególnym okresie poświęconym zmarłym, znajdźmy chwilę na wspomnienie tych, którzy odeszli. Zanurzmy się w metafizyce i niech ona będzie najważniejsza.
W trakcie załatwiania formalności pogrzebowych zazwyczaj ma się do załatwienia wiele spraw. Pośród nich znajdują się rzeczy ważne, kluczowe i te mniej znaczące, na których nie wszyscy się skupiają. Dziś jednak spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy fotografia nagrobna należy do kwestii istotnych oraz wyjaśnić, dlaczego jednak powinniśmy umieścić ją na pomniku. Zdjęcie na nagrobku – warto czy nie warto? Oczywiście, pogrążeni w żałobie członkowie rodziny często nie mają głowy do zastanawiania się nad różnymi głupstwami. Jednakże okazuje się, że sprawa zamieszczenia portretu zmarłego na jego grobie nie jest taka błaha, jak mogłaby się z początku wydawać. Przede wszystkim chodzi tutaj o wartość emocjonalną i sentymentalną takiej fotografii. Zdjęcia tego, kogo nie ma już wśród nas, pozwalają pogodzić się ze stratą poprzez zachowanie pewnej więzi. Na miejscu wiecznego pochówku rodzica, brata, siostry lub najlepszego przyjaciela, można poczuć mentalną, wręcz namacalną łączność duchową z utraconą osobą – w końcu nie bez powodu niektórzy ludzie rozmawiają ze swymi najbliższymi nad ich grobami. Zdjęcie zamieszczone na pomniku z pewnością ułatwi oswojenie się z nieobecnością zmarłego, a także umożliwi powrót pamięcią do czasów, kiedy jeszcze był ze swoimi ukochanymi, żył pełnią życia i miał się dobrze. Najlepiej w tym celu sprawdzi się niewątpliwie fotoporcelana, na której zdjęcie zmarłego będzie świetnej jakości i przede wszystkim trwałe.
Fotopłaskorzeźba nagrobkowa. Ponadstandardowy produkt. Zdjęcie trójwymiarowe na porcelanie. Powstałe techniką rzeźbienia w porcelanie, szkliwienia i nałożenia wizerunku wykonanego farbami ceramicznymi. Połączenie płaskorzeźby z fotografią na porcelanie. Kilkukrotnie wypalana, niezmiernie trwała. Fotopłaskorzeźby przekazują szczegóły twarzy, ubioru i kolorystyki. Fotopłaskorzeźba jest odporna na warunki atmosferyczne analogicznie jak w przypadku tradycyjnych zdjęć na porcelanie. Ręcznie wykonana przez firmę Alina-Fotoporcelana. Uwaga: To nie jest tzw. fotografia 3d w przypadku której, uwypuklony jest wyłącznie kontur osoby ! To całkowicie nowatorski produkt. Każda nasza fotopłaskorzeźba jest ręcznie rzeźbiona. Skutkiem pracy rzeźbiarskiej jest powstanie indywidulanie wykonanej płaskorzeźby, która w sposób plastyczny oddaje wszelkie niepowtarzalne szczegóły rysów twarzy: kształt głowy, zagłębienia oczu, uwypuklenie ust , policzków, nosa, włosy itp. W kolejnym etapie produkcyjnym jest dodawany obraz fotograficzny. W efekcie otrzymujemy przestrzenną trójwymiarową fotografię ze szczegółami twarzy. W zależności od zlecenia fotopłaskorzeźba nagrobkowa jest wykonywana w opcji czarno-białej lub w pełni kolorowa. Trwałość fotopłaskorzeźby określamy na 100 lat. Montaż na silikon lub taśmę dwustronną. Napisany przez 2020-01-14
W drugiej części poradnika znajdziecie instrukcję jak dodać logo na na zdjęciu, ale najpierw zastanówmy się, czy w ogóle warto to robić? Logo na zdjęciu to krótki tekst, symbol graficzny lub połączenie obu tych elementów, mające wskazać, kto jest autorem fotografii. Opinie na temat pieczątkowania fotografii są różne: wielu fotografów je stosuje, wielu zaś uznaje, że tylko szpecą one obraz. Czy w ogóle dodawanie podpisu na zdjęciu daje autorowi jakieś korzyści? 7 bajek o logo na zdjęciu Porady w internecie bywają różnej wartości, a to, co ukazało się na łamach Fotoblogii, to fotograficzny odpowiednik sztucznej mgły i niewidzialnych helikopterów – całkiem zabawna fantastyka, szkoda tylko, że z publikacją nie poczekano do 1. kwietnia. Dla jasności – dodanie logo na zdjęciu nie jest remedium na internetowe kradzieże ani idealną metodą promocji i marketingu, ale niektóre argumenty Jacka i Kasi Siwko przeciwko oznaczaniu autora na zdjęciu są co najmniej dziwaczne. 1. „Niczego nie da się zabezpieczyć przed „kradzieżą“ bo usuwanie logo jest banalnie proste” – To prawda, że jest to proste, ale w przypadku procesowania się o kradzież zdjęcia takie usunięcie loga to piękny prezent dla fotografa: złodziejowi trudno się wówczas tłumaczyć, że zdjęcie zamieścił przypadkowo czy nieświadomie. Usuwając znak wodny ze zdjęcia celowo i świadomie ukrywa autorstwo fotografii – to piękny prezent dla prawnika, który w sądzie będzie reprezentował poszkodowanego fotografa. 2. „Jeśli styl twoich fotografii jest inny niż wszystko to co widzisz na co dzień w sieci to po co musisz podkreślać swoje autorstwo umieszczaniem znaku wodnego?” – Parze ślubniaków gratuluję optymizmu, aczkolwiek bardzo wątpię, żeby ktokolwiek widząc ich zdjęcie po stylu rozpoznał numer telefonu do nich lub chociaż adres fejsbukowy. Nie mniejszym optymizmem jest wiara w to, że ich potencjalny klient tak świetnie zna rynek fotografów ślubnych, że jednym rzutem oka poznaje autorstwo. 3. „Kto ukradnie Twoje zdjęcia […] znajdzie sobie klienta pokazując mu wykonane przez ciebie fotografie ślubne?” – Zdarza się. Najczęściej właśnie… w fotografii ślubnej. Jeśli autorzy tamtych porad o tym nie wiedzą, to chyba nie znają tak dobrze rynku, jak powinni. 4. „Lepiej by te firmy same mówiły o was przyszłym Pannom Młodym niż liczyć na to, że klient zobaczy wasze logo i sam wejdzie na stronę.” – Bo oczywiście albo jedno, albo drugie – jak będzie logo, to nikt udostępnionych zdjęć zachwalał nie będzie, natomiast brak logo gwarantuje, że inni zadbają o promocję fotografa. 5. „Na waszym miejscu nie liczylibyśmy na mnóstwo wejść [na stronę internetową – przyp. Fotezja] tylko dlatego, że ktoś zobaczy gdzieś wasze logo.” – Ja na ich miejscu nie liczyłbym na żadne wejścia na stronę tylko dlatego, że ktoś gdzieś zobaczył ich zdjęcia, które nijak nie były podpisane czyje to i gdzie szukać autora. 6. „Jeśli komuś spodobają się zdjęcia to znajdzie sposób by dowiedzieć się kto jest jego autorem” – Jasne, bo Gugiel świetnie znajduje obrazki na podstawie słownych opisów. Na przykład wpisujemy w wyszukiwarkę „młoda para ładna fotka” i już trafiamy do Jacka i Kasi Siwko, prawda? Owszem, są narzędzia do wyszukiwania obrazów na podstawie wzoru. Jednak przekonanie, że klient lubi sobie parę godzin potropić w internecie autora zdjęcia, gdy szuka fotografa na ślub, jest bardzo innowacyjnym podejściem do promocji i marketingu. 7. „Stare logo, na które natknie się potencjalny klient, może psuć wizerunek twojej marki.” – Za to brak logo i potencjalny klient, który klientem nie zostanie, tylko poprawiają wizerunek marki jako bardzo elitarnej, tajemniczej wręcz. Jacek i Kasia Siwko czują się „Applem fotografii” (patrz ich punkt 10.), więc nie muszą na zdjęciach zamieszczać wskazówek na temat tego, kto te zdjęcia wykonał i jak do niego dotrzeć. Gratuluję. Jeśli ktoś jednak nie jest aż tak sławny, a jego zdjęcia nie są aż tak rozpoznawalne dla wszystkich mieszkańców tej planety, to może by jednak rozważył ułatwienie dotarcia do siebie swoim fanom? Owszem, zdjęcia krążą po internecie w sposób trudny do przewidzenia i kontrolowania. Ktoś, kto je tam zobaczy, chciałby może skontaktować się z autorem, ale jak ma to zrobić, skoro od razu i na pierwszy rzut oka rozpoznaje jedynie fotografie Jacka i Kasi Siwko i tylko ich? Do czego naprawdę przydaje się logo na zdjęciu Kiedyś na zdjęciach miałem znaki wodne, później z nich zrezygnowałem, a ostatnio coraz bardziej jestem przekonany, że widoczny podpis na fotografii warto mieć. Dlaczego? Nie jako skuteczne zabezpieczenie przed kradzieżą zdjęcia – bo to nie jest skuteczne zabezpieczenie przed kradzieżą. Znak wodny skutecznie chroniący przed złodziejem (czyli odpowiednio duży i inwazyjny) równie skutecznie chroni przed widzem – zniechęcając do oglądania takiej fotografii. Jednak dzisiaj jest kilka powodów, aby na zdjęciu dodawać podpis w formie znaku wodnego. Te kilka powodów to: 1. Google pozwala pobrać zdjęcie ze swojej strony wyszukiwania obrazów. Wprawdzie zmieniło mechanizm w ten sposób, że obraz w pełnej rozdzielczości dostępny jest dopiero po wejściu na stronę internetową, z której obrazek pochodzi. Niemniej jeśli ktoś nie potrzebuje dużej rozdzielczości, to nawet bez specjalnie złych zamiarów łatwo najpierw ściągnąć jakieś zdjęcie z internetu, a później mieć problemy z ustaleniem, skąd się je wzięło. Wyszukiwanie Googla podaje linki do wyszukanych zdjęć, ale inne serwisy niekoniecznie. Za to podpis naniesiony na fotografię pójdzie z nią wszędzie… przynajmniej dopóki go ktoś nie wyklonuje. 2. Oprócz Pinteresta i jego klonów, gdzie wszyscy od wszystkich „przepinają” obrazki, mając w nosie to, skąd one oryginalnie pochodzą, takie „minipinteresty” powstają w formie stron fanowskich na Facebooku, gdzie twórca takiego fanpage zdobywa fanów wrzucając wszelkie znalezione w internecie obrazki ładne, śmieszne, dziwaczne i różne inne, byle ktoś tego fanpage’a lajkował. Informowanie o autorze zdjęcia czy źródle jego pochodzenia nie wydaje się być wysoko na liście priorytetów zbieraczy lajków. Oba te przypadki mogą prowadzić do tego, że zdjęcie zacznie w internecie żyć własnym życiem, zupełnie poza intencjami i wiedzą autora. Żeby było ciekawiej, takie „drugie życie” zdjęcia dla wyszukiwarek może być bardziej „pierwsze” i wówczas w wynikach wyszukiwania strona autora wyląduje gdzieś na dalekich miejscach, za tymi pinterestami i fanpage’ami. Osoba naprawdę chcąca wówczas dotrzeć do autora zdjęcia będzie się błąkać między kolejnymi „udostępnieniami” i mimo szczerych chęci może nie znaleźć źródła. 3. Metadane nie wystarczą! Owszem, można skorzystać z funkcji aparatu fotograficznego, która umieści informację o autorze zdjęcia w EXIF-ie. Problem w tym, że wiele serwisów internetowych, z Facebookiem włącznie, usuwa wszelkie metadane, także te o autorstwie. Naniesienie znaku wodnego na zdjęciu jest bardziej trwałe. 4. O kolejnym powodzie, aby zacząć podpisywać fotografie, pisał jakiś czas temu F-Lex. Chodzi o przepisy dotyczące tzw. utworów “osieroconych”, czyli takich, których autora nie da się ustalić. W efekcie “osierocenia” pewne instytucje mogą w pewnych warunkach korzystać z takich utworów bez pytania o zgodę autora. Osierocenie wpływa też na czas wygaśnięcia ochrony prawa autorskiego. 5. Wprawdzie logo na zdjęciu nie chroni przed kradzieżą, ale stanowi pewną pomoc, gdy dowiemy się, że ktoś bez naszej zgody korzysta z naszej fotografii, a do tego bezczelnie usunął nasz znak wodny. Gdy zdecydujemy się dochodzić swoich praw przed sądem, oskarżonemu trudniej będzie się tłumaczyć, że był nieświadom nielegalności czynu – w końcu zadał sobie trochę trudu, żeby usunąć oznaczenie autorstwa. Gdyby więc ktoś się procesował o kradzież zdjęć, to usunięcie loga przez pozwanego może traktować jak prezent dla oskarżyciela. 😉 Własne logo na zdjęciu nie chroni przed kradzieżą, nie jest też cudownym trikiem marketingowym ani nie dodaje prestiżu. Daje jednak szansę, że jeśli ktoś gdzieś zobaczy naszą fotografię i będzie mu zależało na dotarciu do jej autora – to nas znajdzie. Oczywiście jeśli dobrze przygotowaliśmy to oznaczenie. A co to znaczy: dobrze? Jakie powinno być logo na zdjęciu Duży podpis czy logo skutecznie zasłania zdjęcie przed wzrokiem widza, ale go nie chroni bardziej niż mały podpis w rogu. Nie róbmy tak! Najwięcej emocji – negatywnych emocji – budzą znaki wodne przykrywające znaczną część fotografii, do tego jeszcze umieszczone dokładnie na środku obrazu. Może kiedyś takie wielkie oznaczenia były trudne do wyklonowania – ale technika poszła do przodu i dzisiaj da się usunąć nawet wielkie watermarki. Chronić więc nie chronią, a jedynie szpecą. Pamiętając, że logo na zdjęciu ma pozwolić widzowi znaleźć autora, warto zrobić podpis mały, nieprzeszkadzający w oglądaniu fotografii i umieszczony blisko brzegu obrazu. Wskazane jest unikanie w oznaczeniu intensywnych barw. Nawet jeśli nasz logotyp ma wyraziste kolory, przy nakładaniu go na zdjęcie można skorzystać z przezroczystości, aby stonować intensywność barw. Bardzo istotna jest treść logo na zdjęciu. Pamiętajmy, że cały zabieg służy temu, aby mógł do nas dotrzeć ten, kto dotrzeć chce. Abstrakcyjny znak graficzny tego zadania nie spełni – przynajmniej dopóki nasza marka nie stanie się równie rozpoznawalna co Coca Cola czy BMW. Potrzebna jest informacja tekstowa, identyfikująca fotografa. Tylko, na litość Nac Mac Feagli, niech ten podpis nie brzmi „Jan Kowalski Photography”, bo z takiego podpisu niewiele wynika, może oprócz światowych, wręcz imperialnych ambicji Jana Kowalskiego. Inicjały podkreślone fantazyjnym zawijasem są dobre dla znanych malarzy, ale jak znaleźć autora zdjęcia, jeśli podpisuje się tak enigmatycznie? Jeśli podpis ma wskazywać autora, to niech go jasno wskazuje, ułatwiając też skontaktowanie się z nim, bez konieczności zatrudniania biegłych wróżek. Najlepsze byłoby umieszczenie adresu własnej strony internetowej (jeśli ją mamy), ewentualnie adresu e-mailowego. Czy nie wystarczy imię i nazwisko? To zależy… jakie to nazwisko. Jeśli fotograf nazywa się Zenon Brzęczyszczykiewicz, to zapewne niewiele będzie osób o tym samym nazwisku. Gdy jednak przyjdzie do szukania autora podpisanego jako „Jan Kowalski Photography”, to wyzwaniem nie będzie “gdzie” ale “który z nich”? Od biedy identyfikację i odnalezienie ułatwi umieszczenie w logo na zdjęciu numeru telefonu lub PESEL-u, jakkolwiek mało seksowny byłby PESEL w roli znaku firmowego. Jak dodać logo na zdjęciu? Gdy już ustalimy, co chcemy na zdjęciu napisać, trzeba jeszcze wiedzieć, jak zrobić napis elegancki, nieprzeszkadzający, wyglądający tak, jak zechcemy, i co też ważne – powtarzalny. Przypominanie sobie przy każdym zdjęciu, jaka to właściwie była czcionka, rozmiar, efekt i dokładne, ręczne umiejscowienie tego wszystkiego może być uciążliwe. Zobaczmy, jak to się robi w Photoshopie, żeby zrobić raz a dobrze. 1. Na początku było zdjęcie Napis będzie się znajdował na zdjęciach, nie w pustce, więc przygotujemy go na przykładzie (a właściwie to podkładzie) własnej fotografii, możliwie najbardziej typowej. Otwieramy zdjęcie, edytujemy je do woli, zapisujemy w pełnej rozdzielczości (żeby mieć na wszelki wypadek), po czym skalujemy je do wielkości internetowej – powiedzmy, że dla obrazka poziomego będzie to 900 pikseli w podstawie. Skalując, zwracamy uwagę na DPI (pole Resolution, Rozdzielczość) – coś, co normalnie dla nas nie ma znaczenia, ale dla Photoshopa ma. Obojętne, jaka tam będzie wartość – jest natomiast bardzo istotne, by ją zapamiętać i stosować od tej pory przy skalowaniu wszystkich zdjęć, jakie zamierzamy opatrzyć szykowanym właśnie podpisem. U mnie jest to 300, ale równie dobrze może być 72, byle konsekwentnie. 2. Pisarstwo minimalne Na przeskalowanym (i wyostrzonym, bo przeważnie jest taka potrzeba) zdjęciu napiszemy teraz to, co najpewniej naprowadzi widza na ślad autora – jeśli widz zechce. Najlepiej adres internetowy. Bierzemy z palety narzędzi ikonę w kształcie literki T, klikamy w takim miejscu zdjęcia, gdzie ma być napis (będzie go można później przesuwać) i piszemy: „© – oczywiście, każdy pisze swój własny adres internetowy, mailowy; jakikolwiek, byleby dało się po nim znaleźć człowieka. Dla ułatwienia dodam, że „©” pisze się, przytrzymując [Alt] i wstukując na klawiaturze numerycznej 0169. Napisane? No to teraz ustalimy, jak ma ten napis wyglądać. Zaznaczamy go teraz w całości – normalnie, myszką, tak samo jak się to robi w Wordzie. 3. Czcionka, kolor i cała reszta Na pasku opcji u góry ekranu mamy teraz sporo możliwości. W pierwszym rozwijanym polu wybieramy krój czcionki – to najważniejsza decyzja, od której zależą wszystkie pozostałe. Gdy już mamy odpowiedni krój, przechodzimy do drugiego pola – tego, gdzie na ilustracji widnieje napis Italic, czyli Kursywa. Wybieramy tam styl czcionki – jedne będą dawać więcej możliwości, inne tylko jedną. Trzecie zaznaczone na czerwono pole to rozmiar czcionki – można go wybrać po rozwinięciu pola albo wpisać z klawiatury. Rozmiaru 5 na gotowej liście nie ma, ale na klawiaturze owszem. Ostatnie zaznaczone pole to kolor napisu. Ja proponuję biały jako najbardziej uniwersalny, ale każdy powinien go sobie dobrać do własnego stylu fotografii. Gdy już mamy wszystkie te kwestie określone, usuwamy zaznaczenie z tekstu, klikając „ptaszka” nad obrazkiem. 4. Trochę plastyki Przydałoby się jeszcze dodać do napisu jakieś efekty. Nawet jeśli nie lubimy efekciarstwa, a podpis ma być prosty, jakiś efekt warstwy będzie konieczny. Przecież ten sam napis będzie nakładany i na zdjęcia jasne i na ciemne; o ile na czarnym tle biały napis będzie mocno widoczny, o tyle na białym – wcale. Na takim w biało-szaro-czarne ciapki, jak na przykład żwir, też wcale. Klikamy ikonę fx u dołu palety warstw i wybieramy coś sobie: powiedzmy, Cień (Drop Shadow). Napis jest niewielki, więc też cień nie może odstawać za daleko: wpisujemy w pole Distance (Odległość) wartość 2 zamiast 5. Pozostałe parametry zostawiamy bez zmian i potwierdzamy efekt. Jeśli chcemy wprowadzić jakiś jeszcze, proszę bardzo: po lewej stronie okienka jest ich cała lista. Warte uwagi są wypukłości (Bevel and Emboss) lub blask (Glow) – w zależności od ulubionego stylu fotografii. 5. Krycie i Wypełnienie Po potwierdzeniu efektu wracamy do palety Warstw. Zwróćmy uwagę na dwa pola w jej górnej części: Krycie (Opacity) oraz Wypełnienie (Fill), oba domyślnie ustawione na 100%. Prawdopodobnie nasz podpis jest teraz stanowczo zbyt intensywny – wręcz stał się głównym elementem zdjęcia. Nie taki był cel, więc trzeba wyregulować jego widoczność. Jeśli obniżymy Krycie, półprzezroczyste stanie się wszystko: i napis, i jego cień. Ale obniżenie Wypełnienia powoduje zmniejszenie widoczności samej tylko warstwy – czyli w tym przypadku bieli napisu – a efekty pozostają w pełni widoczne. Czemu to służy? Im bardziej szczegółowe jest tło, tym bardziej gubi się na nim napis – a więc potrzebny jest mocny cień, żeby w ogóle dało się przeczytać adres autora. Ale jeśli te drobne detale tła są ciemne, biały napis będzie bardzo kłuć w oczy, więc warto obniżyć jego Wypełnienie. Wtedy biel zostanie złagodzona, a czytelność – dzięki cieniowi – pozostanie. Obniżanie Wypełnienia jest szczególnie efektowne, gdy stosujemy efekt wypukłości. Możemy wtedy otrzymać wypukły napis w kolorze tła. Niestety, w przypadku plików wielkości internetowej taki delikatny podpis byłby nieczytelny. 6. Zapisać dla potomności Albo przynajmniej do użycia na następnych zdjęciach. Gdy napis jest gotowy, zapisujemy sobie zdjęcie z nim i umieszczamy w Sieci. A jak zrobić, żeby mieć dokładnie taki sam podpis na wszystkich kolejnych zdjęciach, zawsze w prawym dolnym rogu? Najprościej będzie skorzystać z obecnej w Photoshopie funkcji nagrywania i zrobić sobie Operację, czyli Akcję (Action). To bardzo proste. Zanim sięgniemy do palety narzędzi po literkę T (punkt 2 niniejszego tekstu), należy znaleźć sobie paletę Akcji (w menu Okno, Window). U dołu tej palety, jak każdej zresztą, znajdują się ikonki. Klikamy drugą od prawej, co pozwoli zacząć nagrywanie własnej akcji (czyli operacji…). Klikamy, a w okienko które się otworzy wpisujemy nazwę. Gdy klikniemy przycisk Nagraj (Record), zacznie się nagrywanie. Teraz dopiero wracamy do punktu 2, czyli bierzemy narzędzie Text i umieszczamy podpis na zdjęciu, dobieramy jego czcionkę, wielkość, położenie, cień itp. Nie spłaszczamy pliku! Gdy skończymy, klikamy w palecie Akcji kwadratowy przycisk Stop – taki sam jak na wszelkich odtwarzaczach. Od tej pory zapisana akcja będzie widoczna w palecie, a gdy zechcemy nałożyć logo na inne zdjęcie, wystarczy wybrać akcję i kliknąć trójkątną ikonę odtwarzania. Otrzymamy podpis umieszczony na nowej warstwie, której przezroczystość można wyregulować tak jak opisano w punkcie 5. Chcesz więcej informacji na temat akcji (operacji), ich tworzenia i wykorzystywania? Zapraszamy do naszej księgarenki po e-booka Photoshop dla fotografa.
zdjęcie na nagrobku jak się nazywa