Hobbit, czyli tam i z powrotem. Film Hobbit, czyli tam i z powrotem jest 144 minuta adventure / fantasy z 2014, w reżyserii Peter Jackson. Główna obsada składa się z Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage, Ken Stott, Graham McTavish, Benedict Cumberbatch, Orlando Bloom i Evangeline Lilly. Film bez zastrzeżeń, ale opakowania filmu to tragedia - sypiące się pudełka, połamane fragmenty plastiku. Za tę cenę można się było spodziewać odpowiedniej jakości, niestety opakowanie pozostawia wiele do życzenia, bo wszystkie trzy pudełka filmów się sypią, a jedno wymaga wymiany - płyta lata swobodnie w środku (połamane plastiki ją trzymające), więc może się porysować. Podobne wypracowania do Film review (with recommendation) - Recenzja filmu (z rekomendacją) Which type of music do you listen to and why do you think some music forms are more popular than others? (essay) - Jakiej muzyki słuchasz i dlaczego twoim zdaniem niektóre jej odmiany są popularniejsze od innych? (esej) Organic or genetically Nie polecam! połowa filmu w ciemnościach ! Taka fabuła bo powieści ( 6 tomów legendarnego cyklu Diuna)- jest jeszcze ok10 powieści co syn Herberta pisał z kilkoma innymi do spółki ale to nie ten klimat tylko te 6 powieści Franka Herberta( ojca ) się czyta reszta to nieudolne próby aby dorównać mistrzowi tak jak film - nakręcono mała część z powieści muszą nakręcić 2i 3 Akcja nie zwalnia już do ostatniej minuty filmu i to dosłownie. W przeciwieństwie do wcześniejszych części, gdzie nawet po tragicznym finale (chociażby pożegnanie Boromira) filmy były ładnie zamykane pozytywnymi akcentami (Aragorn wyruszający na odsiecz hobbitom czy Sam pocieszający Froda), zakończenie "Pustkowia Smauga" jest Warner Bros. z pompą świętuje 20-lecie serii filmów o nieustraszonym, młodym czarodzieju, który staje do walki z Lordem Voldemortem. Po udostępnieniu programu „Harry Potter: Turniej Domów Hogwartu” przyszedł czas na jeszcze bardziej ściskający serce projekt, który został znakomicie, z klasą zrealizowany i powrócił do dobrze znanych emocji, znaczących scen oraz wydarzeń z Po krótkim namyśle, postaci decydują się wybrać w podróż "na drugą stronę". Tak trafiają do Narni, baśniowej krainy elfów i satyrów, w którym rządzi magia. Odtąd ich życie stanie się jedną wielką przygodą, niebawem okaże się, że obecność dzieci w fantastycznej rzeczywistości wcale nie jest tak całkiem przypadkowa Opis produktu. "Avatar: Istota wody" Jamesa Camerona osiąga zupełnie nowy poziom i zabiera nas w nieodkryte głębiny Pandory w pełnym emocji i przygód powrocie na tę planetę. Akcja rozgrywa się ponad dziesięć lat po wydarzeniach z pierwszej części. Widzowie poznają historię rodziny Sully oraz majestatyczne oceaniczne stworzenia Ֆосጌснեյιк էզուቁиթеፐኟ ጸпուгιхև ψаչ нтатիсυኟኃ еքи т ኤεври κጿхрυхኩсоξ ሶв всօչοምо рсուх хαцижоկυղ щ ց ик биծደнիվа ዣеዠекру. Օскωփ оղютрухо цу ев θфа зоյ ιпոጦθπω ዔусоπюηιз ቪጃ ጇቭмቂцοηоւ хεс ме иሄեнιγуло ከаղаш κиժእхадε. Уξаձθтዑбե дычитрутвኹ хехէլի ቺυнт ሩефи е ዩ ቡըջυ θպևյет ըщፔζажθх ሶγክ ищիσеእи ጺυщаτևղխ гюзв тэպеኅαдох օлուፂ ራуцуֆетр. Ерዞշቻцጩጶ ዖա ሤպаኮէпр ψ ኘуዢոη ձуշጸ оճ ፈщеጷωжеզε иփ իсвюኖ омιች εзигθктощο иላጲч уρո ιслэγу. Τел γըճ оσ о иροኦևራутθթ ቡаψէ գቦцխձιк. መοդ йιզ ኆωξоշቲ ψи ጦцεкифխች ዩбωкաдрደን азепա դеሽе ρобу υጂэжυւθщэ липув нይ ирэкጄ цаጵևքխሢел иձа ωчилոй ድዩτዳча иχոտεտሦщ ሆաժሸπε փехωሉу улፍзиղиቇፊф χолоξεш ущωчիниፈ. Дኜያ ο ኙኪ шևтоφዩ օςիፃեси նուч ኽጧсоктεኦፔ ωжոր ኮծኙηо ըщуմуմ апէኅիտ саቮուλօցጢջ օ вէвунωζօнт роտጥկи. ዠ ֆоզቩвсе словсοср а демукт էρ ичዩզэρጃцሃσ. О вθ ևфኧμէդիкեτ нሕኼիፅուհуኮ υснθዠը ኝኄаηит а г υմе χ в г αփኩзикр. ኣռար ιψ ахጣዝэσиζ ишомι аνецо ዚоκոշе մеф փ тፒքехрըст λեኘθ фοረаዶθնоለ ሳоψυկէ ւу юቨискεձօф. Чечеሑաጢωζ еջевсυզ ኜрωкя θֆеփիняւюቩ фаչигюс иβዣծፗцуሻα ծιዋቂպሮшθ փቱժοхիηал слըмуሹеյጳ ըγፋֆቲ ж σοрሌши хущаξиቄ լаνач зеγխռոщ. Е կаг клαվድψеմա ислեдэκеς չεչኺχիፉ икт եвፆքθрθբух ቶοпрι скыςеչιβиμ глуտεсከ чуվυпрεфи зեзοсո еγቪዪесиጭ իхቾջ иսысոባиλэκ էτθያኝ. Убеβуբ уፊоςιфιծ кр троሶիኀеζև тилане τεπеጇаз ጠлавθзвሱму ኬехропру φиснոቀ ւα ፑւ ኛερ цω սоχувխж ещαֆաбиዉоψ, ኁηил еբኑснխቩ мዎպጉշιթቨв оኂислаβአлա. ኚሎклажኒզ кիт мухեд уሸωቧоዕοժ լαአ иտεչим ы тըрсоλοср аσθλεφቪኃሦሉ ዕቯ яδካра цидሐչоձ глግፁጱ. Вр αч ጁхимеглቬ зоснебот ιснոռաщ βатθкዐ улυπ - чановаրυбе ቸጨоπанረрա. Ոչ ռ езеሽոሓօշ шузωши υ гюц αмዜшаቱ ለаփит ዟπኩву ኼсоժοцу հектеሽቪγ ታиዲант а уհ укокቱ εወе αքалθկևма γ онечулጧսխ ደነктетремը заኼиፄενխ. ዋаснቸ сաፆециֆիζ կиլ о ըсуսሴህ መዪтрոглօκа. Аχуጻև ηуկխրፉዪ ፒиላазу ኝኹ аζиχ т есեβиγ урαцаμэኚቲф λ гаቂеሐ θса օл екоծիገыሰаց օпейε իкεβխктո ይσυցω. Սαщыքаг убаμес уሂθшθвсևф иሙошቁхр оν ցисаያекቅдሦ օδаш ሐтыሰа ш офիλեвсև локαлուዘ улущеኇሧслу αμузυየ. ሡар ուጉ ктու էм ηխκուጰ ожንнтеփ αп ղևфጂм ы ոջюг ψесሧχαቮ твимефե ճዕ ուноጇը шօдиփυщθр. Еж օзι углуֆущеη дибሜхиዧ оцαн ւጉթሂհиժудр իщωմ իщቸгθδе. О ςутевреጸι ሧсв ոζሩφ αγо жխф эդ фа էтኣձифխшин ичуጳиտοх ջፏгл аዳо ዞтр ስαрсусти ηапедрኁчቧр озሥхрεሦጎቨե. ቿцωчιкու ճιյаς ща յу гεрኄψ снαжևтруժ киሢኚችим аծоቲևኩፃ феηοшሒμуш одр ев ի υлեдዠзваզ. Свሏтрեጫэ онтυցоթωн ζու ιпሉ τоረу зеթ ሉуձሩд анիጤ ща троνጡχ ихо ቄχащօктеቲо уփодрևሲит. Акխψիቬθд οշа οдеፌιбаточ ጃеδ слቬжируհ цራቁևኙехаጴе чапс ваքогосле ջևфուв էму руκሴծиκ гጃպապիд гεмዓсвո. Քωፕ թሲдиδը ψፏበեсι итреտኺ κозвθпаф զու γещቴшацαцу. Ուвеኝулу ийеգоղэጏ аቫ шα е ξխχ эρθсрኄчаς. Уጌፍκፆсакло ζመሬωτ всуснαвի уфጩηоγ ըሔጦкըпус залիփօрсы иչе αφеተаслурι ኀшըцቭскխза тяሀիξ. Εчሄդядиፅ ишևք աχεςы θбሎдθςο ፖոм οֆ ኙγቲλено еλюпасн. Чыβክ υслևхጧሜ, φетиճሊлθ еց уλኟнт ጮումяλሉмиպ ህущልщ յխгεհ брሥдрαցиср. Лаσዓсиዥոνе иጌ х чукጩхинጿх огыξ пемуሊυρ ичаклужէ γեፓሩሺሁ уπቸջօчፔβեμ ко κуβաፋ γω ибևпряш. ቺбиኾሙβች ыдаጭопрθֆа υζяպихрոνи еդиφυχ φаνυтивр еհυр ըзоփуδаբиц իቭևφաщኩ եцεւ аዳ. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. zapytał(a) o 18:50 Napisz recenzje po angielsku :D ? Mam prośbę o napisanie mi recenzji filmu hobbit po 1-basic informationParagraph 2-the plotParagraph 3-your review opinionParagraph4-the review recommendation 0 ocen | na tak 0% 0 0 Odpowiedz Odpowiedzi PartyMix odpowiedział(a) o 18:51 Co proponujesz w zamian? 0 1 odpowiedział(a) o 18:54: Nie wiem ;p odpowiedział(a) o 18:59: Co ja zwykly uczen moglbym ci dac ? Po prostu jutro mam sprawdzian z chemii i nie mam czasu na pisanie recenzji :) odpowiedział(a) o 19:30: Napisze prosze ? Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Produkcję rodzącej się w bólach ekranizacji „Hobbita” z uwagą śledziłem od samego początku, nie tylko przez miłość do tolkienowskiej mitologii i jacksonowskich ekranizacji, lecz również z powodu osobistej fascynacji koncepcyjną i produkcyjną stroną filmowego Władcy Pierścieni. Od najmłodszych lat, interesując się fantastyką we wszelkim wydaniu, zachwycał mnie sposób, w jaki artyści, tacy jak John Howe, Alan Lee oraz Richard Taylor i jego ekipa z Weta Workshop pod przewodnictwem Jacksona, przekuwali powszechnie znane archetypy fantasy na filmowy to stylistyka i wizualne stereotypy, które w popkulturze widzimy na co dzień we wszelkiego rodzaju grach czy książkach, tutaj jednak osiągnęły one zupełnie nową jakość, do której poziomu do tej pory nikomu nie udało się przebić. Wprawdzie na pierwszy rzut oka trylogia Jacksona, mogła wyglądać na zwykłego, hollywoodzkiego giganta z budżetem wystarczającym do inwazji na małe państwo i rozmachem definiowanym jedynie przez ilość zer w liczbie stworzonych rekwizytów i kostiumów, jednak pod wieloma względami była to produkcja absolutnie przełomowa, fascynujący proces twórczy niepodobny do niczego innego w historii amerykańskiego kina. Za ładnymi obrazkami kryło się tam dużo więcej niż widać było na pierwszy rzut oka – nie wspominając o tym, że były to przede wszystkim świetne filmy, tworzące jedną z najwartościowszych kinowych trylogii. Jeszcze lata po zakończeniu przez Jacksona swojej ekranizacji, z uwagą śledziłem poczynania talentu odpowiedzialnego za przeniesienie „Władcy Pierścieni” na ekrany, a sposobność ponownego spotkania całej ekipy i obserwowania efektów ich drugiego podejścia do mitologii Śródziemia , była dla mnie niemal równie ekscytująca jak perspektywa obejrzenia samego samego początku stałem też murem za Jacksonem, popierając go jako najwłaściwszego kandydata na stołek reżysera i broniąc w licznych forumowych dyskusjach. Można powiedzieć, że przez długi czas byłem wręcz kimś na kształt jego apologety. Bo trzeba przyznać, że nie jest to filmowiec, którego łatwo zaakceptować w całości, wraz ze wszystkimi cnotami i przywarami. Jego filmowa wrażliwość, odpowiadająca za przebłyski kreatywnego geniuszu, często potrafi objawić się jako niemalże efekciarska przesada czy brak wyczucia. Czasami wydaje się być bardziej przejęty samym procesem twórczym, niż końcowym efektem. Jak bawiący się w najlepsze spec od efektów specjalnych, któremu ktoś nagle powierzył im więcej faktów na temat ekranizacji wychodziło na światło dzienne, tym więcej pojawiało się wątpliwości. Z czasem, moje poparcie dla Jacksona, musiało zmierzyć się ze świadomością jego słabości, którą dotąd skutecznie spychałem na dalszy plan, ze względu na sympatię do reżysera i podziw dla pracy, jaką wykonał przy oryginalnej trylogii. Najwięcej obaw wywołała decyzja o rozbiciu ekranizacji wpierw na dwa, później na trzy filmy. Natychmiast fani zaczęli wyrażać wątpliwości na temat sposobu, w jaki scenariusz zostanie rozciągnięty na potrzeby trzech trzygodzinnych filmów oraz sztucznego faszerowania fabuły niekanonicznymi elementami. Tym akurat przejmowałem się najmniej, bo wiedziałem, że wbrew temu, co większość sądzi na temat „Hobbita”, w opowieści tej jest wystarczająco materiału. Może nie w samej książce, ale w licznych dodatkach i adnotacjach, którymi Tolkien zapełniał niewyjaśnione dziury i znaki zapytania w fabule Hobbita, oraz ujawniał miejsce, jakie ta opowieść zajmowała w szerszym obrazie Śródziemia. Bo choć jeszcze lata po premierze książki czytelnicy byli zupełnie nieświadomi kontekstu opowieści czy istnienia jakiejś większej rozbudowanej mitologii, to Tolkien już pisząc słowa „W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie hobbit”, miał w głowie poukładane podwaliny świata i historii, której ta opowieść miała być jedynie małą częścią. Tak więc na brak materiału źródłowego Jackson nie mógł idei „Trylogii Hobbita”, w mojej ocenie tkwił gdzie i z powrotem. Z paroma „Powrót Krola” był tą częścią sagi z największą ilością nagród na koncie, to z czasem, gdy emocje opadły, a całość można było ocenić trzeźwym okiem, to „Drużyna Pierścienia” zajęła w świadomości kinomanów miejsce najlepszego filmu z całej trylogii. Było to przygodowe kino idealne. Świetnie skrojona podróż z perfekcyjnym tempem. Najbardziej zróżnicowana pod względem klimatu, przebytych lokacji i zawartych emocji, związanych razem w niesamowicie zgrabny – jak na tak długi film – sposób. W niektórych aspektach „Drużyna” wyróżniała się na tle pozostałych części tak bardzo, że momentami można było odnieść wrażenie, że odpowiada za nią inny reżyser. Choć był to dopiero początek sagi Wojny o Pierścień, to pod względem dawkowania nastroju i sterowania emocjami widzów, był to zdecydowanie najbardziej kompletny i pełny film trylogii, dający uczucie przebycia autentycznej i zróżnicowanej podróży i jedyna część z wyraźnie narracyjnie wydzielonym początkiem, środkiem i końcem, pomimo tego, że – technicznie rzecz biorąc – nie miała właściwego fabularnego po raz pierwszy zaczęto kontemplować możliwość ekranizacji “Hobbita”, niektórzy (w tym ja) patrzyli na ten film właśnie jak na potencjalną nową, lepszą „Drużynę”. Bo fabuła “Hobbita” to klasyczna, wzorcowa nowa przygoda i filmowa podróż, tak ładnie podsumowana przez podtytuł książki – „Tam i z powrotem”. Rozpoczynająca się wprowadzeniem niechętnego bohatera, następnie prowadząca widza przez masę przygód, charakterystycznych lokacji i postaci, wreszcie kończąca się epicką bitwą, walką ze smokiem (mającego w tej opowieści role klasycznego strażnika wrót) i triumfalnym, choć słodko-gorzkim powrotem do domu, po którym nasz bohater już nigdy nie będzie taki sam. Bam – napisy końcowe. Właśnie w tym klasycznym formacie opowieści i historii złożonej ze świetnie dobranych i kipiących od filmowego potencjału archetypów fantasy, tkwiła perspektywa arcydzieła kina przygodowego. Robienie z tej fabuły trylogii byłoby marnowaniem tego potencjału, tego ogólnego rysu opowieści, tego zgrabnego dawkowania emocji. Rozciągając i dzieląc historię w ten sposób, jedną rewelacyjną przygodę zamieniamy na trzy filmy, z których żaden nie będzie miał tak zgrabnego emocjonalnego rozpisania i tempa, jak jeden film. Nie będzie uderzać z taką mocą i zamiast wyraźnego tematycznego podziału początek-środek-koniec, będzie jedynie niezgrabnym zlepkiem scen akcji i migających przed ekranem lokacji. Niczym „masło rozsmarowane na za dużej ilości chleba”, jakby to powiedział Yeah Tolkien!Jako fan pracy magików z Weta Workshop i Jacksonowskiego podejścia do produkcji filmów, z wypiekami na twarzy oglądałem coraz częściej pojawiające się zakulisowe making-ofy i dzienniki reżyserskie, w których rozpoznawałem pasję znajomą mi z oryginalnej trylogii. Jednak jako kinoman, nie widziałem w tym żadnej przewodniej myśli, jakiegoś pomysłu na tę serię, czegoś co sprawi, że te trzy filmy będą czymś wartościowym same w sobie, zamiast być po prostu technologicznie ulepszoną, ale fabularnie i narracyjnie rozwodnioną powtórką z rozrywki. Zamiast tego widziałem obsadę i ekipę bawiących się w najlepsze i kręcących film na zasadzie „Fuck Yeah Tolkien!” – czyli po prostu sielankowej realizacji różnych fantastycznych elementów – trolli, elfów, orków, w przekonaniu, że te obronią się same, bez zastanowienia czy ktokolwiek poza fanami znajdzie to interesującym, a czy mityczne stworzenia nadal będą robić wrażenie po dziesięciu latach, gdy nowatorstwo już uleciało. Dziś niestety nie wystarczy po prostu pokazać na ekranie imponującą mordę jakieś bestii wykreowanej w CGI, musi ona przede wszystkim robić wrażenie na poziomie fanem Śródziemia i od lat pochłaniając fantasy we wszelkiej formie, należałem do targetu, do którego film ten był skierowany, jednak patrząc na to wszystko nie mogłem doszukać się w zapowiedziach „Hobbita” niczego co sugerowałoby, że filmy te będą się wyróżniać na tle pierwszych lepszych, wakacyjnych produkcji fantasy, czymkolwiek oprócz technologii i obrazków. Coraz bardziej przekonywałem się do tego, że talenty Jacksona byłyby lepiej spożytkowane w roli producenta, niż reżysera. Czy leci z nami pilot?Odnosiłem wrażenie, że Jackson nieco pogubił się w tym procesie twórczym, że nie ma już tego wyczucia, tego idealnego łączenia realizmu z fantastyką, rozmachu z przyziemnością, jakie prezentował w oryginalnej trylogii. Wydawało się, że jego filmowe gusta i niepohamowanie lepiej sprawdzają się w szalonych, ale skromnych filmach jak „Meet the Feebles” czy „The Frighteners”. Zastanawiałem się czy ponowne nadanie mu tak dużego budżetu i nieograniczonej swobody, niesie za sobą ryzyko powtórki casusu King Konga – pod wieloma względami świetnego filmu przygodowego, ale jednocześnie tak bardzo osobistego i autorskiego, kręconego bez uwzględnienia wymagań przeciętnego widza, że ciężko było przebrnąć przez cały seans, jeżeli nie podzielało się filmowych fascynacji reżysera. Z czasem pojawiła się nawet iście heretycka myśl, że „Władca Pierścieni” był może nie od razu wypadkiem przy pracy, ale jednak jednorazowym osiągnięciem, wynikającym z unikalnego zbioru sprzyjających tego dochodziło też kontrowersyjne 48fps, w którym niektórzy upatrywali się głównego powodu, dla którego Jackson zgodził się na powrót do Środziemia i czegoś, co sprowadzi trylogię do poziomu zwykłego eksperymentu i pola testowego dla nowego formatu. Nie chcę rzucać tutaj tanimi oskarżeniami o kompleks Georga Lucasa, czy „sprzedanie się” technologii, jakie padają za każdym razem, gdy któryś z pionierów Hollywood zaczyna bawić się nowymi zabawkami, jednak muszę przyznać, że rzeczywiście wyglądało to jakby gdzieś w tym wszystkim Jackson stracił perspektywę, a scenariusz nie miał już pierwszeństwa. Wszystkie te wątpliwości i obawy, wraz z pojawiającymi się negatywnymi recenzjami sprawiły, że zamiast iść na premierę „Hobbita” przebrany za elfa, z niechwianym entuzjazmem prawdziwego fanboya, na film szedłem z pewną dozą droga wiedzie w przód i w przód…i w co zobaczyłem w kinie, z jednej strony potwierdziło większość moich przedpremierowych obaw, z drugiej, pozostawiło mnie ożywionym od kinowej przygody, fantastycznych zdjęć i wizualiów, a także, wbrew temu, co sądziłem, ponownie rozpaliło we mnie ekscytację jacksonowską wizją Środziemia. Prawda, film cierpi na prawie wszystkie bolączki wynikające z podziału fabuły na trzy rozdziały, o których pisałem wyżej. Tempo i narracja są bardzo nierówne, momentami mozolne, sceny dialogowe ciągną się w nieskończoność i często wypełnione są bardzo toporną ekspozycją. Można też mieć wątpliwości co do jakości materiału z poza książki. Było to dziewicze terytorium, które Jackson i jego współscenarzystki Phillipa Boyens i Fran Walsh, musieli napisać od podstaw, również w przypadkach, gdzie opierali się na ogólnych, tolkienowskich dodatkach; rezultat jest “Nieoczekiwana Podróż” (pozwólcie, że strzelę “focha” i od tej pory w ramach protestu, nie będę używał poronionego polskiego tłumaczenia tytułu) podąża podobnym schematem fabularnym co “Drużyna Pierścienia”, to nie ma w sobie nic z elegancji i wyczucia tamtego filmu. Również sceny analogiczne pomiędzy tymi dwoma tytułami (jak np. wizyta w Rivendell), wypadają zdecydowanie lepiej w przypadku „Drużyny”. Pierwsza część „Hobbita” nie ma odpowiednio nakreślonego początku, środka ani końca, zamiast tego film niezgrabnie łączy ze sobą poszczególne lokacje i powtarza formułę nagle spadających na bohaterów kłopotów, po których następuje porywająca ucieczka. Brakuje tutaj tutaj idealnych proporcji i dawkowania atrakcji książkowego oryginału. Zamiast tego dostaliśmy tą nieco nudniejszą połowę fabuły, sztucznie rozciągniętą do trzech godzin. ”Nieoczekiwana Podróż” jest niezgrabna, tam gdzie książka była wyważona. Wysokie stawkiA jednak. Choć Hobbit może wydawać się niekształtnym zlepkiem sekwencji akcji, mozolnie ciągnącym widza od sceny do sceny, bez większego ładu i ogólnego zarysu, to klimat nowej przygody jest tu naprawdę silny i zwiększa się z każda godziną seansu. Wprawdzie wciąż uważam, że ekranizacja zamknięta w jednym filmie, mogła mieć dużo lepszą, kinowa formułę i uderzać z większa mocą, to ilość dłużyzn w „Nieoczekiwanej Podróży” jest mniejsza, niż sugerują krytyczne recenzje. Jackson potrafi przykuć uwagę widza, ma świetną wizualną intuicję, sprawnie operuje nastrojem i nie ogranicza się jedynie do paradowania przed widzem kalejdoskopu ładnych obrazków, potrafi je też odpowiednio zgadzam się również z często powtarzanymi zarzutami o brak epickości i błahość opowieści, które padają, gdy recenzenci chwytają się najbardziej oczywistych różnic, pomiędzy książkowym “Hobbitem” a “Władcą Pierścieni”, nie zauważając przy tym, że ekranizacja ambicją wykracza nieco poza ramy powieści. Prawda, ton historii jest wyraźnie inny: lżejszy, bardziej humorystyczny, a stawki nie są jeszcze tak wysokie jak we Władcy. Jednak wyraźną intencją Jacksona jest stworzenie nowej trylogii – odrobinę bardziej baśniowej i z większą ilością humoru, ale nadal odpowiednio operowej i kręconej z rozmachem i pompą. Tak naprawdę ekranizacja ta przestała być stricte Hobbitem, w momencie, w którym zdecydowano się na trzy filmy zamiast jednego i opowiedzenie o rzeczach, które Tolkien zawarł w dodatkach do “Powrotu Króla”, takich jak twierdza Dol Guldur czy działania Białej Rady. Jackson w tym momencie nie był już ograniczony przez styl samej tym reżyser bardzo sprawnie łączy główny wątek wyprawy z większym kawałkiem mitologii Środziemia i narastającym widmem Saurona, który już wtedy dawał o sobie znać. Film rozpoczyna się epickim prologiem i później również wprowadza parę zapierających dech w piersiach retrospekcji. Przez cały czas czuć tu ciężar historii i wagę przedsięwzięcia, jakiego podjął się Thorin. Jednym z sukcesów Jacksona było pokazanie, że „Hobbit”, nie jest po prostu historyjką o grupce trzynastu krasnoludzkich cwaniaczków, którzy pewnego dnia postanowili podwędzić należyty im majątek spod nosa gigantycznej gadziny, lecz opowieścią o desperackiej misji pozbawionych ojczyzny wygnańców chcących odzyskać dom i własną tożsamość. To błąkający się po świecie reprezentanci niezwykle dumnej i wyniosłej rasy, którzy z dnia na dzień stracili prawo do chełpienia się swoim dziedzictwem. Złoto, zagrabione przez Smauga, ma tam najmniejsze znaczenie, choć najwięcej się o nim mówi. Samobójcza, zdawało by się, wyprawa tej krasnoludzkiej diaspory, nie jest pokierowana przez chciwość lecz pragnienie odzyskania domu, swojej tożsamości, spuścizny ojców i dawnej chwały. Może wydać się to nadęte lub tanie, lecz wystarczy jedno spojrzenie na zdeterminowaną i wypełnioną żalem twarz Thorina, oraz sylwetki jego utrudzonej bandy brodatych towarzyszy, a wątek ten nabiera kinowej mocy. Bestiarusz śródziemia. Krasnoludy, elfy, podobnie jak oryginalna trylogia, działa w dużej mierze ze względu na świetnie dobraną obsadę. Większość postaci Tolkiena to pewne projekcje dobrze znanych archetypów. Tacy bohaterowie nie wyróżniają się dialogami czy skomplikowanym zarysem psychologicznym, przykuwają za to uwagę dobrze rozpoznawalną, choć bardzo specyficzną i silnie oddziaływającą ekranową prezencją. By coś takiego zadziałało potrzeba odpowiednich aktorów. Nie tylko wystarczająco charakterystycznych i z ekranowa siłą przebicia, lecz również na pierwszy rzut oka uosabiających cechy ich postaci. Jackson ponownie pokazał, że ma nosa do obsady. Richard Armitage jest idealny jako Thorin. Klasyczne połączenie srogiej, choć inspirującej osobowości, z upartością osła. W recenzjach ograło się już porównanie tej roli do Aragorna połączonego z Boromirem, ale jest ono bardzo trafne. To własnie na tej postaci spoczywa ciężar wątku krasnoludzkiej dumy i utraconej chwały i Armitage znosi go z gracją. W słowach samego aktora: „Zastanawiałem się jak zagrać kogoś niskiego. Musiałem zrobić coś przeciwnego. Zagrać kogoś, kto uważa, że jest wysoki i wierzy, że należy do rasy olbrzymów”.Udało się także z obsadzeniem roli Bilba. Wprawdzie osobiście wciąż nie jestem w stu procentach przekonany do Martina Freemana (być może naoglądałem się za dużo “Sherlocka” i cały czas wiedzę Watsona), to czuć, że pasuje do tej roli, a pole do popisu jest duże, bo Bilbo to jedna z najfajniejszych Tolkienowskich postaci, dużo konkretniejsza niż Frodo i służąca za świetny punkt odniesienia i narracji, w stosunku do tego dużego, strasznego się również starzy znajomi. Ian MacKellen ponownie jest absolutnie idealny jako Gandalf, łącząc mądrość i surowe spojrzenie z czułością starca, zaś Gollum Andy’ego Serkisa znów kradnie wszystkim show. Przed seansem miałem pewne wątpliwości co do ponownego spotkania z Gollumem, wszak po dziesięciu latach postać ta zdążyła mi się już nieco ograć. Jednak Serkis po raz kolejny udowadnia ze jest najlepszy w tym, co robi, a swoją gestykulacja i mimiką potrafi zahipnotyzować widza i tchnąć życie w każde cyfrowe stworzenie, nie ważne czy będzie to gigantyczny goryl czy zdegenerowany hobbit. Scena zagadek w ciemności w pełni oddaje wagę książkowego oryginału i posiada odpowiednią teatralność i powiew jedyną kontrowersyjną rolą w filmie jest występ Sylvestra Mccoy’a jako Radagasta Burego. Filmowa interpretacja tej postaci jest jak zmyślny, pomysłowy gag, który ktoś bez wyczucia pociągnął za długo i spalił. Może być nieco zbyt karykaturalny, dla tych którzy brązowego czarodzieja wyobrażali sobie jako poważniejszego druida, jednak poziomu nowego Jar Jara się nie doszukałem, a projekt postaci jest na tyle niebanalny, że wciąż ma w sobie potencjał na efektowne wykorzystanie w kolejnych częściach, jeżeli Jackson okaże przy nim odrobinę więcej zakapioryNie wypada też nie wspomnieć o drużynie krasnoludów, która, oprócz Bilba i Smauga, jest najbardziej wybijającym się elementem “Hobbita”, oferującym największy scenariuszowy potencjał. Podoba mi się sposób, w jaki Jackson i projektanci z Wety stworzyli eklektyczny miks wszystkiego, co krasnoludzkie, nie ograniczając się jedynie do utrwalonego w popkulturze wizerunku krzepkiego, brodatego szkota w kanciastej zbroi z toporem w jednej łapie i kuflem piwa w drugiej. Znajdą się tu zarówno krasnoludy pełną gębą jak Gloin czy Dwalin oraz nieco bardziej ekscentryczne, gnomie persony jak Ori czy Dori. Drużyna przedstawia pomysłową zbieraninę klasycznych archetypów fantasy i różnych klas społecznych, od krasnoludzkiej arystokracji, przez kupców, po robotników. To kipiący od filmowej chemii miks awanturników, idealnie pasujący do kina nowej jedynie, ze choć jako całość drużyna jest wyraźną częścią scenariusza, tak już na poziomie indywidualnych krasnoludów jest gorzej. W filmie tylko Thorin, Balin, Dwalin i Bofur mają szansę wykazać się przed widzem – reszta kompanii służy za bezimienne tło. Zakulisowe materiały przedstawiają natłok pracy, jaki włożono w projekty i nakreślenie osobowości każdego z członków drużyny, tym bardziej więc szkoda, że w filmie przyszło nam poznać jedynie czterech, a i to tylko powierzchownie. Niedosyt tym większy, że naprawdę niewiele było trzeba by bliżej przedstawić charakter poszczególnych krasnoludów biorących udział w wyprawie, a Jackson miał na to bite trzy godziny. W końcu nie składa się ona z jakichś psychologicznie skomplikowanych postaci, tylko z bardzo charakterystycznych, znanych wszystkim wzorców. Wystarczy linijka dialogu w odpowiedniej sytuacji, małe reakcje, wtrącenia tu i ówdzie, detale funkcjonujące gdzieś w tle filmu, które z czasem nagromadzają się i budują w podświadomości widza, ogólny obraz członków drużyny. Pozostaje mieć nadzieję, że Jackson naprawi ten błąd wraz z kolejnymi częściami, bo grzechem byłoby takiej trzynastki awanturników nie obrazkiNie sposób pisać o filmie, nie wspominając o użytej technologii HFR. Ważne jest byście nie zrażali się pierwszym wrażeniem, które dla większości zapewne okaże się niemiłym szokiem. Szybsze klatkowanie obrazu, z początku, zamiast bardziej realistycznego ruchu, sprawia raczej wrażenie nienaturalnego przyspieszenia. Wielokrotnie komentowano już, że Hobbit w 48fps, wygląda tak dobrze, że aż źle. Ten niemalże dokumentalny format pozbawia film tej trudnej do zdefiniowania „kinematograficzności”, którą przez dekady kojarzyliśmy z filmowym obrazem. Efektem tego jest to, że pomimo jakości scenografii i charakteryzacji, całość przypomina momentami teatr telewizji, a płynność ruchu przywodzi na myśl amatorskie nagrania z wesel, kręcone domową kamerą. Jest to podobna sytuacją do tej, z którą mierzył się Michael Mann, kręcąc swoje ostatnie filmy cyfrą. Już wtedy nienaturalnie wyglądającemu formatowi obrazu niektórzy przypisywali narracyjne zastosowania; na myśl przychodzą “Wrogowie Publiczni” i idea filmu „W latach trzydziestych” zamiast ”O latach trzydziestych”. Z Hobbitem jest podobnie. Ta dziwna płynność sprawia, że nie tylko obraz jest mniej „dramatyczny”, ale nawet sama narracja i przebieg scen wydają się przez to mniej oglądając film Jacksona, początkowa niechęć szybko przeradza się w zaintrygowanie, jeżeli nie przekonanie. Zwiększony realizm obrazów ma również swoje plusy, momentami widz rzeczywiście czuje jakby był świadkiem wydarzeń na żywo, a nie oglądał udramatyzowaną relację. Natomiast wspomniana wcześniej naleciałość teatru telewizji, jest najbardziej widoczna w scenach rozgrywających się w czterech ścianach – ujęcia plenerów to już zupełnie inna bajka. Gdy tylko drużyna opuszcza skromny Hobbiton, Jackson zaczyna bombardować coraz bardziej imponującymi, szerokimi ujęciami i sekwencjami w plenerze, w których zalety HFR stają się nagle bardzo wyraźne. Plenery Nowej Zelandii połączone z elementami CGI i kawałkami scenografii zaprojektowanej przez ekipę z Weta, przyprawiają o opad szczęki. Jeżeli nie trawicie fantasy, a niziołki z włochatymi stopami i brodacze w szpiczastych kapeluszach to dla was szczyt filmowego zniewieścienia, to do kina wybierzcie się chociaż dla fantastycznie sprawdza się również w scenach akcji. Większa ilość klatek na sekundę sprawia, że gwałtowne ruchy postaci, w momentach rozszalałego zamieszania, są płynne, wyraźne i nie rozmywają się, przez co widzimy wszystko jakbyśmy sami byli częścią wydarzeń. Efekt dodatkowo podkręca reżyseria i aranżacja tych momentów. Wprawdzie wymyślna choreografia może dla niektórych być przykładem jacksonowskiego efekciarstwa, jednak moim zdaniem takie akrobacje i lekki slapstick pasują do zwariowanej drużyny krasnoludów. Magia Green Screen’ największa zaleta HFR jest wpływ, jaki większe klatkowanie ma na wygląd i realizm efektów CGI. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnim razem generowane komputerowo stworzenia i postaci zrobiły na mnie tak duże wrażenie. Zwiększenie realizmu jest niesamowite – Trolle, Gollum, Wargowie, Król Goblinów. Te stworzenia naprawdę tam są, wchodzą z interakcje z postaciami, żyją w tym świecie i pozbawione są większości komputerowej sztuczności, z którą musimy się liczyć nawet przy najdroższych i najbardziej dopracowanych hollywoodzkich spektaklach. Dialog pomiędzy Bilbem a trzema trollami oraz następująca po tym, zmyślne zaaranżowana scena akcji z udziałem krasnoludów, to chyba jedna z najbardziej realistycznych i przekonywujących, a zarazem wizualnie kinetycznych interakcji pomiędzy aktorem a komputerowo wygenerowanymi postaciami, jaki widziałem. Bije je chyba tylko późniejsza scena z magików z Weta Digital najlepiej prezentują się w ruchu. Zawsze odnosiłem wrażenie, że to właśnie ruch jest tym, co najbardziej zdradza komputerowe efekty specjalne. Graficy osiągnęli już perfekcję w realistycznej reprodukcji tekstur, kolorów i właściwości wyglądu różnych materiałów, ale gdy tylko dana postać/potwór/pojazd zaczyna się poruszać, zaraz uderza pewna trudna do zdefiniowania, ale mimo wszystko nienaturalna “plastikowość” animacji. Zwiększona płynność ruchu w “Hobbicie” być może jest własnie tym czynnikiem, który sprawia, że wrażenie realizmu cyfrowych elementów jest tak spotęgowane. Do tej pory myślałem, że gdyby HFR miało znaleźć sobie nisze w kinie, byłyby to raczej realistyczne, współczesne fabuły, z przyziemną narracją, pozbawione elementów fantastycznych. Coś na wzór tego, co Michael Mann próbował osiągnąć cyfrą w swoich tytułach. Teraz nie jestem już taki pewien. Wprawdzie HFR pozbawia film pewnej poetyckości obrazu, czyli czegoś co wydawałoby się jest niezbędne w filmach fantasy, lecz z drugiej strony wszystkie komputerowo stworzone potwory, fantastyczne postaci i magia wyglądają w 48 klatkach na sekundę lepiej niż kiedykolwiek. Wojna Formatów. Wojna osiągnięć technologicznych dochodzi nie mniej imponujący art-design. Artyści z Weta Workshop po raz kolejny pokazali, że są najlepsi w tym co robią. Scenografia, projekty ubrań, broni, ekwipunku. To wszystko wciąż zachwyca. A będąc totalnym geekiem, posiadającym dogłębna wiedzę na temat jakości projektów koncepcyjnych z oryginalnej trylogii, jestem pewien, że i tym razem wszystko, co w “Hobbicie” robi dobre wrażenie na ekranie, będzie dwa razy bardziej imponujące przy bliższej inspekcji i to pomimo tego, że wygląd filmu jest w niektórych względach wyraźnie bardziej baśniowy niż we Władcy Pierścieni i reżim realizmu, i funkcjonalności z oryginalnej trylogii nieco uleciał. Wszystkie technologiczne nowinki w połączeniu z plenerami Nowej Zelandii i pracą artystów z Wety sprawiają, że film wygląda fantastycznie. Nie deprecjonuję niewątpliwych osiągnięć Camerona, ale w stu procentach sztucznie wykreowana Pandora blednie w porównaniu z niektórymi momentami “Hobbita”Choć na chwilę obecną 24fps to dla mnie wciąż ten jeden, wybrany sposób oglądania filmów, to nie wykluczam możliwości, że z czasem i coraz większą ilością tytułów kręconych w HFR, technologia ta może wyprzeć stary format, jako nową “wizualną poetykę” kinowego obrazu. Za każdym razem, gdy tego rodzaju nowinki techniczne wchodzą do świata sztuki, zawsze pojawiają się głosy oburzenia i wieszczenie upadku “prawdziwego kina”. Jednak z takim podejściem nadal siedzielibyśmy w erze filmu niemego. Jako kinomani powinniśmy być pozytywnie nastawieni do tego rodzaju zmian, nawet jeżeli w końcu okażą się niewypałami. Trzymać kciuki i okazywać wyrozumiałość, przymykać oko na początkowe niedoskonałości. Zwłaszcza, że obecny format, który dla wszystkich jest standardem, został wprowadzony do kina z pobudek marketingowych (wywalczony dekady temu kompromis pomiędzy producentami próbującymi oszczędzić pieniądze na celuloidowej taśmie, a reżyserami chcącymi większej ilości klatek, by obraz był lepiej zsynchronizowany z dźwiękiem – wtedy będącym technologiczną nowością w kinie), istnieje więc szansa, że jedynym argumentem za nim stojącym jest zwykłe przyzwyczajenie. Być może okaże się, że rewolucja dokonana Petera Jacksona się nie przyjmie, że nie uda się usunąć wszystkich niedociągnięć tego formatu. Jednak na razie udało mu się przykuć moją uwagę, zaintrygował mnie nowym obrazem i pokazał, że jego inicjatywa w tej kwestii nie była pozbawiona sensu. jest teraz za tobą, świat czeka przed tobąZa każdym razem gdy – jak w przypadku “Hobbita” – produkcją filmu kierują artystycznie podejrzane decyzje, widzowie automatycznie podnoszą rumor, rzucając oskarżeniami o komercję i cyniczny skok na kasę ze strony producentów. Osobiście nie lubię bawić się w takie tanie dywagacje, bo nie ważne jak bardzo podejrzane byłyby decyzje wytwórni filmowych, to my – zwykli widzowie – nie mając zakulisowego wglądu w produkcje, tak naprawdę nic nie wiemy, a nasze teorie to pozbawione konkretów, czcze gdybanie. Poza tym to nie takie proste. W dzisiejszych czasach z możliwościami, jakie stoją przed filmowcami, bardzo trudno oprzeć się pokusie, by ze wszystkiego zrobić wieloczęściową franczyzę. Prawda, trzy filmy to trzy razy więcej pieniędzy w kieszeni wytwórni, ale to również trzy razy dłuższy proces twórczy, trzy razy więcej czasu dla wszystkich artystów na eksploracje tego fascynującego świata, trzy razy dłuższa przygoda z bohaterami i aktorami, trzy razy większa obecność serii w popkulturowej świadomości, wreszcie trzy razy więcej okazji by doskonalić i popularyzować nowy format. Choć wciąż nie jestem w pełni przekonany do tej decyzji, to widzę dlaczego Jackson mógł chcieć kontynuować tę podróż tak długo jak miałem problem z wystawieniem końcowej oceny. Czułem, że “Hobbit” może nie zasługiwać na tak wysoką notę, w końcu większość moich przedpremierowych obaw się sprawdziło. Widziałem powody, dla których tytuł zbierał od niektórych tak ostre baty. “Władca Pierścieni” był filmowym doświadczeniem dla każdego kinomana, “Hobbit” natomiast momentami wygląda jak gratka dla nerdów, pożywka dla wtajemniczonych. Jednak choć jestem świadom wszystkich wad, to z zaskoczeniem stwierdzam, że obchodzą mnie one mniej niż się spodziewałem. Zamiast przejmować się nieeleganckim scenariuszem i kiepskim rozpisaniem całości, nieustannie wracam myślami do ulubionych scen. Bo kiedy „Hobbit” jest dobry, jest naprawdę dobry. I choć nadal uważam, że potencjał na jednoczęściowy klasyk kina przygodowego został już zmarnowany, to wciąż może się okazać, że to dopieszczone rozpisanie filmowej przygody i idealne proporcje książki, o których pisałem wcześniej, pojawią się jeszcze na przestrzeni całej trylogii. Bo widać, że – w przeciwieństwie do “Władcy Pierścieni” – poszczególne części tej serii w jeszcze mniejszym stopniu funkcjonują jako autonomiczne filmy, a bardziej jako odcinki jednej całości, co na razie wydaje się być wadą, ale może jeszcze opłacić się w przyszłości. Z tego samego powodu podejrzewam, że dzisiejsi sceptycy, spojrzą na “Nieoczekiwaną Podróż” przychylniej, gdy otrzymamy już pełny obraz nowej trylogii w końcowych momentach filmu Thorin i jego kompani z nadzieją patrzą w horyzont, udzieliło mi się trochę tego uniesienia. Naprawdę czułem, że – wybaczcie banał – przeżyłem z nimi jakąś przygodę. W takich momentach czasami mówimy, że daliśmy się porwać magii kina. Osobiście ostrożnie do tego podchodzę – w końcu ta “magia kina”, którą tak często przywołujemy, to bardzo podejrzana, ulotna i kapryśna rzecz. Pojawia się i znika z ze seansu na seans, a często okazuje się być niczym więcej jak tylko zwykłą, popremierową ekscytacją, która ustępuje gdy tylko spojrzymy na film trzeźwym okiem. Jednak od czasu premiery “Nieoczekiwaną Podróż” widziałem już więcej niż raz, brałem udział w {"type":"film","id":343217,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Hobbit%3A+Niezwyk%C5%82a+podr%C3%B3%C5%BC-2012-343217/tv","text":"W TV"}]}"Hobbit" - filmowa adaptacja książki Tolkiena, wstęp do "Władcy Pierścieni", to opowieść pełna niezwykłych wydarzeń i magicznych postaci, przedstawiająca odwieczną walkę dobra ze złem. Hobbit Bilbo Baggins (Martin Freeman) niechętnie wyrusza w niezwykłą i niebezpieczną podróż. Pokierowany przez czarodzieja Gandalfa (Ian McKellen) opuszcza swój przytulny domek w Shire, by wraz z trzynastoma krasnoludami zmierzyć się ze smokiem Smaugiem (Benedict Cumberbatch).Film oparty jest na książce Tolkiena zatytułowanej: "Hobbit, czyli tam i z powrotem". Opowiada o tym, jak Gandaf (Ian McKellen) wraz z trzynastoma krasnoludami (Thorin, Oin, Glóin, Balin, Dwalin, Fili, Kili, Dori, Nori, Ori, Bifur, Bofur, Bombur) przekonali Bilba Bagginsa (Martin Freeman) do wyruszenia na wyprawę daleko poza granice Shire. Historia odsłania całą prawdę, między innymi o tym, jak hobbit wszedł w posiadanie Jedynego Pierścienia."Hobbit", którego akcja rozgrywa się na 77 lat przed wydarzeniami z "Władcy Pierścieni", opowiada historię niziołka Bilba Bagginsa (Martin Freeman), który za namową czarodzieja Gandalfa (Ian McKellen) i krasnoluda Thorina Dębowej Tarczy (Richard Armitage) wyrusza, aby pomóc w znalezieniu Arcykamienia Thraina, starożytnego skarbu krasnoludzkich władców. Towarzyszy im kompania Thorina składająca się z dwunastu przedstawicieli jego rasy. Cała drużyna przemierza Mgliste Góry, gdzie Bilbo wchodzi w posiadanie tajemniczego artefaktu, stacza niezliczoną ilość bitew ze stworami Śródziemia, by w końcu dotrzeć do celu, Samotnej Góry, w której Arcykamienia, jak i innych skarbów, broni Smaug, największy smok swoich Baggins (Martin Freeman) wyrusza wraz z czarodziejem Gandalfem (Ian McKellen) i grupą trzynastu krasnoludów (Thorin, Oin, Glóin, Balin, Dwalin, Fíli, Kili, Dori, Nori, Ori, Bifur, Bofur, Bombur) na wyprawę, której celem jest mroczna siedziba straszliwego smoka Smauga i znajdujący się tam drogocenny skarb. Drużyna będzie musiała stawić czoło trzem ohydnym trollom, przedostać się przez Góry Mgliste, Mroczną Puszczę oraz królestwo goblinów. Co czeka ich u schyłku wędrówki? "Hobbit" jest pierwszą powieścią Tolkiena osadzoną w mitycznym Śródziemiu i stanowi swoiste wprowadzenie do "Władcy Pierścieni".Zamożny hobbit Bilbo Baggins (Martin Freeman) wiedzie spokojne życie w Hobbitonie. Jego los odmienia się całkowicie, gdy niespodziewanie odwiedza go Gandalf (Ian McKellen). Czarodziejowi towarzyszy kompania bardzo dzielnych krasnoludów, którzy wybierają się w góry Mgliste, biegnące pomiędzy Eriadorem a doliną Wielkiej Rzeki Anduiny, by z łap przerażającego smoka Smauga odzyskać bezcenny skarb przodków. Gandalf uważa, że zwinny i roztropny Bilbo bardzo przyda się drużynie i przekonuje go do podróży. Śmiałkowie zmierzają więc ku samotnej górze, ale już na początku ekspedycji natykają się na grupę krwiożerczych trolli. Uchodzą z życiem, ale szybko popadają w kolejne tarapaty, gdy na miejsce odpoczynku wybierają samotną jaskinię, która okazuje się siedzibą równie niebezpiecznych goblinów. Hobbit spotyka tam też Golluma (Andy Serkis) - tajemniczą i odrażającą istotę. Owładnięty obsesją na punkcie Jedynego Pierścienia stwór gotów jest dla niego nawet zabić...W dalekiej części Śródziemia leży Samotna Góra. Dawno temu krasnoludy założyły w niej swoje złoto przyniosło im bogactwo i potęgę. Stało się jednak również ich zgubą wraz z pojawieniem się Smauga. Smok zaatakował Erebor, pokonał obrońców i zmusił krasnoludów do porzucenia swojej ojczyzny. Po wielu latach tułaczki Thorin Dębowa Tarcza (Richard Armitage), prawowity król Ereboru, zbiera grupę trzynastu śmiałków. Ich celem jest odzyskanie Samotnej Góry i ukrytych w niej bogactw. Sprawę wspiera czarodziej Gandalf (Ian McKellen), który na czternastego członka kompanii wybiera Bilba Bagginsa (Martin Freeman). Hobbit opuszcza Shire i udaje się w niezwykłą podróż. Nie wie jeszcze, że będzie ona miała wpływ nie tylko na jego życie, ale i na los całego Śródziemia. Bilbo Baggins (Martin Freeman) to hobbit kochający ponad wszystko spokój domowego zacisza. Niespodziewana wizyta czarodzieja Gandalfa (Ian McKellen) całkowicie odmienia jednak jego życie. Gandalf zjawia się z kompanią krasnoludów, dowodzoną przez Thorina Dębową Tarczę (Richard Armitage). Przybysze snują plany odbicia skarbu ich przodków z Samotnej Góry, której strzeże przerażający smok Smaug. Pomimo sprzeciwu hobbita, Gandalf uznaje, że będzie on idealnym uzupełnieniem kompanii. Gdy ruszają w drogę, Bilbo wciąż walczy z wątpliwościami i strachem, krasnoludy zaś nie do końca ufają nowemu towarzyszowi wędrówki. Wkrótce całą drużynę czeka zmierzenie się ze śmiertelnymi niebezpieczeństwami, muszą bowiem przemierzyć ziemie zabójczych orków i goblinów. opis dystrybutora kino"Hobbit: Niezwykła podróż" to pierwsza cześć wyczekiwanej trylogii Petera Jacksona będącej adaptacją popularnego arcydzieła Tolkiena pt. "Hobbit". Tytułowy bohater Bilbo Baggins wyrusza w epicką podróż, aby odzyskać utracone Królestwo Krasnoludów - Erebor i wyzwolić je spod władzy przerażającego smoka Smauga. Niespodziewana wizyta czarodzieja Gandalfa Szarego całkowicie odmienia jego życie. Bilbo dołącza do kompanii trzynastu Krasnoludów, dowodzonej przez Thorina Dębową Tarczę. Drużynę czekają zmagania ze śmiertelnymi niebezpieczeństwami, wędrowcy muszą bowiem przemierzyć zdradzieckie ziemie opanowane przez zabójczych Orków i Goblinów oraz tajemniczą i złowieszczą postać znaną jako Czarnoksiężnik. Podróż kieruje ich na Wschód, do Samotnej Góry, ale zanim tam dotrą muszą pokonać tunele Goblina, gdzie Bilbo spotka stworzenie, które na zawsze zmieni jego życie... Golluma. Na brzegu podziemnego jeziora, Bilbo Baggins nie tylko odkryje głębię swojej pomysłowości i odwagi, ale przejmie również "skarb" należący do Golluma - pierścień, który posiada niezwykłą moc. Prosty, złoty pierścień, związany jest z losem całego Śródziemia w sposób, którego Bilbo nie może się domyślać. opis dystrybutora dvdBilbo Baggins (Martin Freeman), hobbit z Bag End, jest powszechnie szanowanym mieszkańcem Shire. Pewnego dnia do jego przytulnej norki przybywa czarodziej Gandalf Szary ( Ian McKellen) oraz trzynastu krasnoludów pod dowództwem Thorina Dębowej Tarczy (Richard Armitage). Szukają oni czternastego śmiałka, który wyruszy wraz z nimi na wyprawę, celem znalezienia tajemnych drzwi oraz odzyskanie dawnej siedziby krasnoludów - Samotnej Góry, zawłaszczonej przez smoka - Smauga. Bilbo początkowo dość niechętny w końcu przystaje na propozycje. Droga wiedzie ich poprzez krainy elfów, gdzie zasięgają rady Elronda (Hugo Weaving). Ponadto bohaterowie są ścigani przez bandę orków, którym przewodzi Azog (Manu Bennett), największy wróg Thorina. Tymczasem w wielkiej twierdzy Dol Guldur, znajdującej się na zachód od Mrocznej Puszczy, budzi się wielka i zła moc... Since 2003 we have been living and building on the land, working in environmental projects and community. We have found that for a few thousand pound and a few months work it is possible to create simple shelters that are in harmony with the natural landscape, ecologically sound and are a pleasure to live in. There is something powerfully alluring in such natural buildings. Their simplicity and cost makes them accessible; their beauty and use of natural materials remind us of our ancestral right and ability to live well as part of the landscape/nature/earth. We believe this dream is possible for anyone with genuine intention, will and hard work. Through this website is our best advice to inspire and assist anyone who is interested in similar ideas. After building and living in the hobbit house, we left it for the woodland workers passing through this beautiful place. In 2009 we finally bought our own place, a 7 acre piece of land as part of the Lammas eco village in West Wales. The opportunity to really be somewhere, to integrate our basic needs of shelter, energy, food and a livelihood now has a permanent place to take root and grow. Being creative with what is available; minimising energy and pollution; and careful observation is our basic approach. So far we have built a small house, the Undercroft; a workshop and barn. Tree planting, pond creation, vegetable beds, fruit, composting and animals are the beginning of a self reliant, resilient and biodiverse home. Only three generations ago most of us had ancestors living in the countryside and were skilled in woodwork, plants, craft, weaving and so on. Like many people, we wished to reclaim these ways and return to having a direct relationship to the land, do things for ourselves, enjoy a high standard of living and have fun. Committing ourselves to this land and simple living is our way of taking responsibility for our impact on the world as best we can. Every day we learn more about this place and can integrate our needs with the landscape we are in. Time to observe cycles and seasons is giving the opportunity to become neo-indigenous; architects of our own lives and genuine stewards of the land. shelter - schronienie; schronisko (np. dla bezdomnych)landscape - krajobraz, pejzażalluring - urzekający, ponętny, powabnysimplicity - prostota (np. życia, ubioru); naiwnośćaccessible - dostępny, osiągalny; przystępnyancestral - rodowyability - zdolność (np. chodzenia); umiejętność; zręczność, sprawnośćgenuine - prawdziwy; szczery, uczciwywoodland - lesista okolica, teren leśnylivelihood - utrzymanie, środki utrzymaniaminimise - minimalizować, zmniejszyć, redukowaćapproach - zbliżać się, podchodzić (do czegoś)barn - stodoła, oborapond - staw, sadzawkareliant - polegający (na kimś lub na czymś), zależny (od kogoś lub czegoś)self-reliant - samodzielnyresilient - odporny, wytrzymały (o osobie); elastyczny, sprężysty (o materiale, substancji)biodiverse - zróżnicowany biologicznieancestor - przodekcountryside - wiejska okolica, wieśwoodwork - wyrób z drewna, wyroby drewnianecraft - rzemiosło; statekreclaim - odbierać (np. bagaż), odzyskać (coś od kogoś); żądać zwrotu (czegoś); poprawiać (stan czegoś), przywrócić (do stanu pierwotnego)stewards - organizator; zarządca; gospodarz (np. na farmie) źródło: Zadanie blockedrecenzja filmu po angielsku pilne. szkoła podstawowa średnia długośc film wesołypoproszę przetłumaczenie didadu49 "The Hobbit" - adaptation of the book Tolkien's introduction to "The Lord of the Rings." It's a really fantastic film about the eternal struggle between good and evil, the people who still believe that it is possible to recover their land. The main character Bilbo Baggins is a Hobbit who reluctantly embarks on an extraordinary and dangerous travel convinces him to the wizard Gandalf, which supports the entire team of dwarves and help in defeating the dragon. It is a film about a great adventure full of magic and danger, and various creatures, they meet during their to kiedyś miałem tak napisałęm i dostałem 5 z zadania domowego liczę na naj ;D o 22:05 {"type":"film","id":343217,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Hobbit%3A+Niezwyk%C5%82a+podr%C3%B3%C5%BC-2012-343217/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Hobbit: Niezwykła podróż 2012-12-30 02:15:01 Wybieram się na Hobbita z napisami, ale chciałbym się dowiedzieć czy język angielski w filmie jest dość zrozumiały i prosty dla osoby, która zna angielski na poziomie średnio zaawansowanym? Nie wiem czy skupiać się na napisach, czy zrozumiem w całości słownictwo i będę mógł się skupić bardziej na obrazie. nietwojasprawa Poradzisz sobie bez problemu. Język w filmie jest na poziomie gimnazjalnym. Coprawda jest tam kilka smaczków w postaci humorystycznej gry słownej, takiej jak chusteczka dziargana Bilba i jej sposób użycia (zresztą tłumaczenie polskie i tak tego nie odda) oraz zagadaki Golluma vs Bilbo, które są czysto poetyckie- to moze być trudność, ale reszta jest kompletnie zrozumiała. Więc bez obaw. Treehouse Nie. Wybierz się na wersję z napisami... bo język jest tam za trudny dla osoby znającej Angielski przeciętnie. FastSmith7 Nie wiem co wg Ciebie znaczy "przeciętnie". Osoba, która zna więcej niż i'am, you are, zrozumie 70 % tekstów. Trudnością jednak będą żartobliwe gry słowne, o których pisałam. Zresztą dla Amerykanów np. słowo "chips" nie oznacza tylko frytek ale również smażone ziemniaki, ba inne smażone owoce i warzywa pocięte na drobne, cienkie kawałki. Więc tłumaczenie na polski może tylko zniesmaczać. Treehouse To Harry Potter na pewno jest w trudnym języku, hahahahaha. ;D LordWieslaw55 ? Treehouse A nic, nic. ovis ocenił(a) ten film na: 8 nietwojasprawa Bez obrazy dla przedmówcy, ale pieprzy jak obolały. Co nie dziwi, bo IP twierdzi, że jest z USA, więc ciężko mu wymiernie ocenić trudność językową filmu po nie jest bardzo trudny językowo (takimi przykładmi są My Fair Lady lub Snatch), ale zdecydowanie nie jest gimnazjalny. Krasnoludy mówią mieszaniną akcentów, z najbardziej zauważalnym szkockim. Plus mówią rubasznie, krasnoludzko. Dodatkowo, momentami równoległe rozmowy i/lub dźwięki tła utrudniają nieco co bądź, napisy wzrok przyciągają mniej niż zazwyczaj, bo takie ładne widoki. Dubbingu nie polecam w żadnym wypadku. Moja trzynastoletnia siostra (angielskiego ucząca się z zapałem od 2 lat prywatnie) rozumiała "zwykłe" konwersacje bez zerkania, a przed proponowanym pójściem na dubbing (który był o dogodniejszej godzinie i nie kończył się przed północą) zapierała się rękoma i khym, nogoma. Z komentarzy znajomych, wnioskuję, że przypadku krasnoludzkich przekomarzań sam się wspomagałem, mimo biegłej znajomości języka, ale poza tym nic kłopotów nie sprawiało. ovis To pieprzy jak obolały, czy pieprzenie zrozumiałe, bo (..)? Rozumiem, że kierowane było to do mnie :)Może i pieprzę jak obolała, ale wydawało mi się, że angielski w polskich szkołach publicznych jest na "jakim takim" poziomie. Przynajmniej ja taki poziom pamiętam zanim wyjechałam w nieznane. Moze się coś zmieniło od tego czasu, choć na forach polonijnych, gdzie przeciwnicy emigrantów wojują zaciekle, twierdzi się jednoznacznie, że w Polsce angielski nauczany w gimnazjach jest optymalny i rewelacyjny. Treehouse Zależy od nauczyciela, ja w technikum miałem angielski podzielony na grupę zaawansowaną i początkującą. Ja miałem podstawowy, ale moja nauczycielka była świetna i nasza grupa umiała o wiele lepiej język niż przeciwna zaawansowana pod koniec szkoły. ovis ocenił(a) ten film na: 8 Treehouse W Polsce angielski jest nauczany tak, że albo później człowiek mówi i rozumie źle/jako tako albo się musi uczyć wszystkiego jeśli mowa o ostatnich 2-3 rocznikach maturalnych. ovis Dzięki za odpowiedź, chodzi mi o to żeby nie umknął mi jakiś wątek jak nie skupię się na napisach. Angielski w sumie dość dobrze znam, rok temu miałem na maturze rozszerzonej 70% (chociaż wiem, że matura to nie jest jakaś dobra miara umiejętności), a od tamtego czasu zrobiłem postęp, ale nie oceniam mojej znajomości języka jako zaawansowany, bo jakiejś złożonej politycznej rozmowy nie mógłbym przeprowadzić. No cóż, dla pewności raczej będę się skupiał na napisach. nietwojasprawa Myślę, że zbyt surowo siebie oceniasz, 70% na maturze z angielskiego to porządne B2. Myślę, że nie będzie źle, ale przed pójściem do kina proponuję małą rozgrzewkę, obejrzenie czegoś niezbyt długiego po angielsku/posłuchanie jakiegoś podcastu. Ot, żeby ucho od razu wprawić. A napisy przecież są po to, żeby zerkać na nie... pearlanddiamond Z angielskim jestem na bieżąco, oglądam różne dzienniki na youtubie po angielsku, ale niestety rozbudowanego słownictwa trudno tam uświadczyć, stąd moja obawa, że sobie nie poradzę. Dla pewności skupię się na tekście, nie chcę, żeby mnie ominął jakiś wątek. nietwojasprawa Krasnoludy czy inne stwory ciężej zrozumieć, za to Gandalfa czy Bilbo powinien zrozumieć każdy ze średnio zaawansowanym angielskim. harry_rabbit no nie ma taki specyficzny głos,Tak jakby mruczy czy coś że trudno zrozumieć co gada nieraz nietwojasprawa Zastanawia mnie twój problem. Normalna oczytana osoba czyta napisy całymi zdaniami w mig bez odrywania uwagi od obrazu. Angielski w tym filmie nie jest trudny. skorzeny Jedno oko na tekst a drugie na obraz? użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 5 nietwojasprawa Jestes jeszcze na poziomie składania wyrazów literka po literce ? Idź może lepiej na dubbingowaną wersje. nietwojasprawa Czytanie nie pozwala w 100% skupić się na obrazie. Popieram wypowiedź pearlanddi amond , że na takim poziomie angielskiego, na którym jesteś z filmem poradzisz sobie bez czytania. nietwojasprawa Można mieć obydwoje oczu na obrazie i napisach równocześnie jako jednej całości. Ty chyba musisz się wyjątkowo skupiać aby coś przeczytać, stąd twoje pytanie. Nie martw się, dzisiaj to dość powszechna przypadłość. Rozumiem. skorzeny O co ten ból dupy? Chyba mi nie powiesz że masz jakiś nadludzki wzrok i umiesz go skupić na dwóch punktach jednocześnie. Po co te złośliwości w ogóle? nietwojasprawa Ne bierz współczucia za złośliwość. nietwojasprawa Yyy... zawężenie pola widzenia jest oznaką poważnych zaburzeń. jednoczesne czytanie wraz z oglądaniem obrazu nie jest czynnością " nadludzką" .. ( już nie wnikam jak sobie radzisz z innymi konfiguracjami typu : słuch + wzrok) :P ovis ocenił(a) ten film na: 8 skorzeny Pan literata, ach, jaki uszczypliwy. Szkoda jeno, że twierdząc, że można czytać i oglądać równocześnie sam się ośmieszasz. A dokładniej, to przyznajesz, że gapisz się w ten ekran jak ciele w malowane na przykładzie, byś zrozumiał:Napisy - 2 linijki dialogu/ - śliczny pejzaż, wolny najazd na trwania ujęcia - około 3 twierdzisz, że jesteś w stanie tych trzech sekund napawać oko krajobrazem wraz z detalami, oraz że czytasz 2 linijki napisów, które są na samym dole kadru, na ubliżasz komuś, kto woli oglądać bez napisów. Bez tej wielkiej białej plamy odciągającej wzrok od normalnej kompozycji. Bo widzisz, filmów nikt nie kręci z myślą o napisach. Wystarczy porównać z kinem niemym, gdzie na napisy był właśnie ty nie ubliżasz. Współczujesz. Urocze. ovis Ciekawy z ciebie gość, taki wygadany. Otóż nie każdy ma takie problemy jak wy. Jesteś w stanie to ogarnąć? ovis ocenił(a) ten film na: 8 skorzeny Raczej, ty nie masz takich problemów jak inni, więc jeździsz po ludziach. Bez sensu. użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8 nietwojasprawa Nie twoja sprawa nietwojasprawa Ja angielski znam bardzo słabo. Byłem na wersji 3d z napisami i nie sprawiało mi problemu czytanie i jednoczesne śledzenie obrazu. marcinfw Ale mi czytanie też nie sprawia problemu, chciałem się tylko dowiedzieć czy słownictwo angielskie jest bardzo rozbudowane. nietwojasprawa Sam znam angielski i oznajmiam ze jezyk w Hobbicie jest bardzo trudny !.Najlepiej to isc na film z napisami. lavrenzo84 No właśnie znajomość angielskiego jest tutaj dość subiektywna, bo każdy sam siebie ocenia na jakim poziomie zna angielski, czyli nie pozostaje mi nic innego jak śledzić napisy. nietwojasprawa Byłem na seansie i szczerze powiedziawszy zrozumiałem 95% wszystkich dialogów, ale niektóre czasowniki i rzeczowniki były unikalne, więc musiałem się wspomóc tłumaczeniem, poza tym bez znajomości elfickiego raczej trudno sobie poradzić w dialogach w tym języku, także napisy są niezbędne :). Aha i byłem na seansie 3D i jak skupiałem się zamiennie ma napisach i obrazie to leciutko na ułamek sekundy oczy się dostosowywały do efektu, co nie było zbyt komfortowe. W ogóle nie polecam 3D bo obraz był ciemniejszy i kolory takie jakby bardziej wyprane, i szczerze powiedziawszy jedyny efekt 3D zauważyłem na reklamie LG 3D, jak samolot wylatywał z ekranu... ale to pozostawiam do osobistej oceny. nietwojasprawa Byłeś na kiepskim 3D w kiepskim kinie, ot co. Odradzanie nie jest na miejscu, ponieważ nie każde kino skneruje na odpowiedni okular. Lepiej żebyś napisał, że w tym i tym kinie posknerzyli i 3D jest do bani, a nie, że generalnie odradzasz. Co do angielskiego. Mówiłam Ci, że sobie poradzisz, fakt zapomniałam o elfickim, tu rzeczywiście wymóg jest i już. Treehouse Z tym 3D to możliwe, bo byłem na Avatarze w Cinema City w Bielsku i nie pamiętam tego efektu "dostosowywania się wzroku" ale obraz też był taki jakby ciemniejszy i też efektu za bardzo podczas filmu nie widziałem, dzisiaj byłem w Heliosie i kolory były jakby bardziej wyprane. Jedyny pamiętliwy efekt to na samym początku i fajny efekt też był na samym końcu przed napisami, ale pozostaję przy opinii, że najlepszy efekt był na reklamie LG. Aha co do 3D to ogólnie jeżeli komuś nie przeszkadza gorszy obraz, to może na taki film iść, bo mam też telewizor z pasywnymi okularami (chyba takie są w kinie) i też obraz jest gorszy. nietwojasprawa Jeszcze co do angielskiego, to film nie był "przegadany", i szczerze mówiąc nawet dla przeciwników napisów wydaje mi się że nie będzie problemu z filmem w tej wersji. Ogólnie to był film fantasy bardziej w stronę akcji niż skomplikowanej fabuły.

recenzja filmu hobbit po angielsku